Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
- Bogata czy nie połaszczyli się i na nędzne szmaty. Eh, te kradzieje parszywe, twu!
Malavon:
-Czekaj! Czy mógłbyś chociaż wskazać mi jakąś drogę?
//: Szczerze powiedziawszy nawet nie wiem co odpowiedzieć temu magowi :D
Gunses:
//Nie Ty pierwszy ;)
Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Oczy przeszywały was jak sztylety. Jakby znały was od podszewki, z każdej strony. Jakby znały was lepiej, niż wy sami się znacie. A może tak było? Elf przemówił. Ale jego słowa nie były normalne. Albowiem mówił do was, a usta miał zamknięte.
- ÂŻycia w przeszłości zastane, karmią się chwilą zamkniętych oczu, z szelestem liści sny rysowane, które nigdy wyśnione nie będą. Obietnica uniesionych powiek, to czerń nieba burzy błyskiem tkana. - ziemia jakoby uciekła wam spod stóp, spojrzeliście pod nogi, widzieliście... Wiedzieliście pod sobą ziemi, cały świat. Widzieliście cały świat jakoby z lotu ptaka, jakoby stojąc na jednym z księżyców. Widzieliście cały świat. Cały świat. W ogniu. Wizja była realna, ale nie mieliście pewności czy to prawdziwa wizjda, czy na prawdę może jesteście nagle gdzieś daleko, czy tylko Elf manipuluje waszym mózgiem. - Spójrz w dół! Ziemia pięknem umarłym, ogniem bez żaru usłana. A krew w kolorze bursztynu... Tworzenie pięknego zaczątku genialnego upadku. Krwią szyje ziemię, ciało ideą rozpruje, goi rany myśli, stała obietnica najpiękniejszej samotni - mówił do was telepatycznie - Powietrze gęste od krzyku, szeptu, oddechu głębokiego, od słów pełnych siły, choć z ust bez uśmiechu zrodzone. A krew w kolorze bursztynu... A ogień w kolorze bursztynu... Rysują linie papilarne, których nie zmyją trzy pory roku... - i w końcu przemówił normalnie i odpowiedział Malavonowi. W taki sam, niezrozumiały sposób...
- Gwiazdy, śnieg i Księżyc drogę Ci wskażą... - rzekł, odwrócił się i odszedł. Stojąc w drzwiach karczmy nie odwrócił się. Stanął i... zniknął.
Istedd:
- Na szmaty raczej nie marnowaliby czasu. Chyba, że jakowyś skarb tam był pod ziemią. Raz żem słyszał, jak pod wioską, bodajże Nieświeżem pochowany był całkiem pokaźny skarb po jakowymś szlachetce. Jak mu było? Hmm... Sławek pewno. Jego potomkowie o owym skarbie wiedzieli i po latach odebrali należność. Przy okazji rujnując całą wieś. No, ale mniejsza o domysły na temat bandytów. Język za długo chyba się nań strzępi. Jeno pluć się chcę. Tfu! - zrobił tu efektowną (tak bynajmniej sądził) przerwę. Zastanowił się nad kolejnym posunięciem.
- Wyręby... zaprawdę dziwna sprawa. - westchnął i kiwnął głową.
- Panowie w jakich interesach? - zapytał niespodziewanie.
Gunses:
- Trzeba być na bieżąco z tym co na rynku stoi w cenie, w co inwestować, co taniej kupować a drożej sprzedawać!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej