Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (25/79) > >>

Elrond Ñoldor:
Elrond osunął się na krzesło. Pochłonęły go całkowicie myśli. W końcu walną tradycyjne "kurwa" i zaczął mówić.
- To co widzieliśmy to zapewne była wizja z jego umysłu. Wizja jego wyobrażenia, nie żadnej realnej groźby czy przepowiednia przyszłości. "Krew w kolorze bursztynu". Gdzie ja to słyszałem? Hmm... No nic. Musimy kierować się na północ. W żadnym innym rejonie go nie ma. I taką informacje już dzisiaj usłyszałem od krasnali. Co ty o tym sądzisz?

Istedd:
- Cóż... prawo to starodawne i bardzo wciąż aktualne. Mi jednak pora wrócić do mych ochroniarzy, gdyż niebawem w drogę wyruszam z towarem. Sukno i ubrania wiozę. Mniejsza jednak o to. Owocnych interesów i abyście złodziei nie spotkali. Tego wam życzę. I zdrowia! Dziękuję za konwersację, bywajcie! - rzekł, wstał i pokłonił się im lekko, po czym powlókł się w kierunku kompanów. Zauważył widać (bowiem jeszcze po stwierdzeniu o aktualności owego "prawa" obejrzał się przez ramię), że ów dziwny magik opuścił ich kompanię. Można było się więc przysiąść i jakoś wszystko podsumować. Bynajmniej się postarać. Jakoś nie czuł się najlepiej w stosunku do myślenia. Nadal bolał go kark, tors, a także poniekąd głowa. Przysunął sobie chybotliwy taboret i usiadł nań tuż przy Elrondzie. Westchnął.
- Nihil novi. A jak u was, przyjaciele? Dowiedzieliście się czegoś? - zapytał ściszonym już nieco głosem. Miał nadzieję, że choć im udało się zdobyć ważniejsze informacje.

Elrond Ñoldor:
- Taa... ÂŚwiat spłonie, krew będzie żółta, kierujcie się śniegiem, gwiazdami i księżycem. Dziwne. Jakby go coś postrzeliło gdy podszedłem. Najpierw wydawał się bystry i rzeczowy, a nagle zaczął mieć jakieś urojenia i poczęstował nas swoją magią. Zesłał nam wizję. Właśnie jak to sobie nasza Ziemia ładnie płonie... Potężny dziad. Potężny... Malavon. O czym rozmawialiście? - staruszek dobrał się do dzbanka z którego tajemniczy mag nalewał sobie alkohol do kubka. Winko, jak to miały elfy w zwyczaju.

Malavon:
-W sumie nie powiedział niczego na temat zniknięcia tej wioski. Ale znał Ciebie i jakiegoś Mantosa. Jeszcze z poprzedniego wcielenia. Twierdził, że potrafi kontrolować dowolnie magię. ÂŻe należy do tych, którzy są ja w stanie nagiąć do własnej woli...Ogółem dziwny gość. Każdy starszy czarodziej tak ma?

Istedd:
Dwójka magów najwyraźniej rozprawiała wciąż między sobą. Z pewnością świadczył o tym Malavon. Istedd jakoś nie miał ochoty wcinać się w ich rozmowę, toteż postanowił siedzieć cicho i ewentualnie nadstawiać ucha. Być może czegoś dowie się zupełnie dlań nieznaczącego, czym później będzie mógł szpanować w rozmowach, perfidnie rozpowiadając o innych? Chyba nie był taki, prawda? Miał wszak brodę - znak bycia "tym dobrym" i epickim oraz urokliwym, a także nieprzeciętnie inteligentnym, rubasznym, czyli podobnym do przysłowiowego żula. Korciło go, aby zapytać o dalsze poczynania. I tak na to przyjdzie czas kiedyś! Tedy milczał. Rozejrzał się z nudów po karczmie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej