Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (23/79) > >>

Gunses:
- To i tak dziw, ostatnio prawie w ogóle nie okradają ludzi - powiedział kupiec - Ale widać wzięli się i za to jeszcze. Teraz to są napady po domach. Kradną wszystko co stare, jakieś starożytne puchary, talerze, kamienne płyty ozdobne, przywiezione z jakiś wykopalisk... Nic tylko jakiś koneser się im do tego przyłączył i sypie im złotem. Słyszeliście o Wyrębach? Wioska podobno cała znikła, ani chybi Magia, ale te szubrawcy już na drugi dzień tam byli i wszystkie kufry wyczyścili do cna! Tupet raz! Dwa, musieli wiedzieć o całej akcji! Jakże to by mogło być na drugi dzień już im znane? Oj teraz człowiek w zlęknieniu wielkim siedzi...

Istedd:
Chciał roześmiać się rubasznie słysząc, jak owy kupiec samotrzeć naprowadził się na temat. Los jednak czasami sprzyjał naszej moczymordzie (byłej, rzecz jasna). Kiwnął głową, jakby coś sobie przypominając.
- Ano. Słyszałem o Wyrębach. Chłopi gadali, że ów hrabia tamten... Gilles? Gunses? Sam jakoby chciał sprowokować to wszystko, albowiem wampir z niego. Cóż... swój do swego ciągnie, prawda to oczywista. Ale słyszałem jeszcze, że zamieszani w to byli wyznawcy jakowiś. Fanatycy? Głód i zaraza jedna wie! Jednakoż dziw bierze, że już na drugi dzień o wszystkim wiedzieli. Pewno swojacy ich to zrobili. A może i hrabia tak naprawdę z nimi w zmowie i jeno udaje poszkodowanego? Ale cóż by w tym szukał... ech, łeb już od tej sprawy w Wyrębach pęka... a wy, mości panowie, wiecie coś może innego? - zapytał pozostałych kupców.

Gunses:
- No ja myślę, że te złodziejaszki o wszystkim wiedzieli! Bo i skąd by wiedzieli gdzie i kiedy przybyć? Na bank musi to być prawda! Tutejsi złodzieje na bank byli w to zamieszani, ale co im do porywania ludzi? Bogowie! Dawniej owce, czasem konia ukradli, ale żeby całą wieś?! Co do hrabiego to głowy nie daję, wydaje się być dobrym panem na tamtych ziemiach. Nie raz bywaliśmy w Metr na ichniejszym targu. Gdyby nie hrabia, to do tej pory handlowali by tam rzepą i ziemniakami.

Elrond Ñoldor:
Elrond podupadł na duchu. Czyżby kolejna osoba którą nie da się przesłuchać przez jego wtargnięcie? Przecież to było zupełnie bez sensu! Wcześniej nieznajomy prowadził trzeźwą inteligentną rozmowę z Malavonem. Zdawał się być przepotężny i wszechwiedzący! A teraz nagle gdy staruszek podszedł popuścił w gatki i chciał uciekać. Elrond nie znał się na sztukach perswazji. Jego zwykły bełkot o wszystkim i o niczym, najprościej można było kierować do uszów właściciela mowy. Monolog miał opanowany do perfekcji, ale żeby dotrzeć do nieznajomego czarodzieja, potrzeba było większych umiejętności, niż te które posiadał staruszek.
Osobiście z chęcią przygrzałby mu młotem w łeb, co by go ocudzić, ale szybko uczył się na błędach i nie chciał popełnić po raz drugi takowego w jeden dzień. Pragnął by Malavon coś szybko powiedział.

Istedd:
Wysłuchał słów kupca, jakoby miałaby mieć znaczenie wręcz przełomowe. Każde wszak słowo było samo w sobie istnym cudem. Jednakoż nie czas na rozmyślanie o temacie owym, jeno opisanie reakcji Istedda, która jednak nie była nader ciekawa. Kiwnął głową. Cóż... spotkały się chyba przeciwne racje z dwóch stron. Jak to bywa - trzy persony, cztery zdania. Jednakże wszystko to starał się notować w pamięci.
- Racyja święta. Choć nie wiem w pełni czy akurat za tym porwaniem stali bandyci. Jak dla mnie nawet chłop potrafiłby obronić siebie, a bynajmniej dać choć trochę oporu, gdy przyjdzie chronić rodziny i swego mienia. A podobno żadnych śladów walki nie było tym bardziej, ba! ÂŻadnych śladów nie ostało! Jak dla mnie szykuje się jakowaś większa sprawa... brrr... ciarki człowieka biorą. Na trakt się obawiam wyruszyć, nawet w karawanie i przy najemnikach. Kto wie co stać się może? A bogata ta wieś była? Bo podobno niezbyt, więc po cóż ryzykowaliby złodziejaszki? Po cholerę co najwyżej! - rzekł z przekonaniem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej