Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Istedd:
Wzruszył ramionami na pierwsze pytanie. Odpowiedź była chyba oczywista - ostać w karczmie i czekać, aż magik załatwi sprawę z rozmówcą. Istedd nie chciał się w to mieszać. Dochodził nadal do siebie i wlał w gębę resztki z kolejnego kufla. Dodatkowo posilił się łyżką z pozostawionej strawy (grzechem byłoby ostawić talerz pełen jedzenia!). Zerknął na miejsce wskazane przez brodę Elronda.
- Język mnie już od paplaniny boli, ale niech będzie. Nie krępuj się. Idź. Ja porozmawiam z kupcami. - rzekł na kolejne pytanie. Niech staruszek sobie wraz z Malavonem zamienią słowo z dziwną personą. Rębajło jak zwykle zajmie się ochłapami... podniósł się nieco ociężale i zabrał się za trzeci kufel. Na nieszczęście pusty. Odstawił go tedy ze smutkiem i powlókł się do kupców.
- Pieprzeni barbarzyńcy... skopali mnie... poczciwego człowieka z daleka! Cóż za obyczaje, doprawdy! Ile to człowiek musi interesów pilnować... a propos interesów. Jak wam idą, towarzysze? Bo widzę, żeście chyba majętni, a w takiej norze się trzymacie... Gdzież me maniery?! Jam jest Asrødh Drauling. Moja rodzina to kupcy z bardzo daleka. Przepraszam z góry, że tak w rozmowę się wczepiam... ech... źle mi ostatnio się powodzi. - westchnął.
Elrond Ñoldor:
Elrond zachichotał. Istedd był geniuszem elokwencji. Ubrać go w jedwab, ogolić i wysłać na salony. Sam poczłapał z wolna do czarodziejów. Ci go widzieli. On widział ich. W pierwszym momencie Chciał się przedstawić, ale czy to było potrzebne?
- Witajcie towarzysze czarodzieje... Słuch mam dobry i podpowiada mi, że rozmowa co rusz stacza się na tory dotyczące mojej persony. Ciekawość mnie zżerała, toteż podszedłem. Przedstawiać się chyba nie muszę. Rad byłbym jednak usłyszeć imię zacnego elfa - ukłonił się jak to elfy miały zwykle w zwyczaju i wbił bezczelny wzrok w nieznajomego. W oczach miał ogień. Nasz staruszek oczywiście.
Malavon:
Szlak, Malavon nie wspominał słowem o tym, że był początkującym magiem, a teraz Elrond to wszystko wydał. Elf posłał znaczące spojrzenie staruszkowi.
-Możesz gdzieś mieć rację odnośnie świata. Nie wiemy jaki dokładnie wpływ mamy na wszystko co się dzieje. - odrzekł. -Poprzednie życie powiadasz? Czyżby ktoś przywrócił cię do życia? A może to zwyczajna metafora, kogoś kto niezbyt lubi się chwalić swoją przeszłością? - spytał nawiązując do końcówki słów czarodzieja.
Gunses:
//Istedd
Los chciał, że przysiadł się do nich kupiec, którego okradła Agawa
- W biały dzień! W biały dzień człowieka okraść! Co za tupet! Lepiej trzymaj mieszek przy sobie, dobrze Ci radzę Asrødh! Tutaj każdy może się przewinąć i coś zwinąć.
//Malavon & Elrond
Elf popatrzył na na was. Nie mogliście odgadnąć tego wzorku.
- Strach odwraca uwagę od najohydniejszego z pytań, straszniejszego niż wojny tego świata. Ogień, a może nawet świadomość istnienia. Choć to tylko wiatru słowa powierzane... Zgnije, nie odpowiem! Setki innych pytań, nieważnych, niewłaściwie zadanych... - rzekł i wstał.
Istedd:
Los widać musiał wydać kolejne trudy przed nim. Istedd zachowywał jednak kamienną twarz, choć wszystko było na dobrej drodze, by zechciał uśmiechnąć się od ucha do ucha, kiedy pojął, że to właśnie niedawno poznana Agawa, posiadająca nader ładne i duże piersi, pozbyła się mieszka tamtego.
- Okradziono cię jak widzę. Cholera! Nie raz i mi się to przydarzyło, ale zaprawdę... tupet i pewność ich wzrasta! A straż miejska jak zawsze się opierdala i nic nie zrobi. Co najwyżej zje słodką bułkę i chlać będzie... dużo mieliście w mieszku pieniędzy? Bo chyba sporo, skoro się ktoś połasił... może ów wiedział, żeście bogaci? Bo w ślepy fart złodziejaszków niezorganizowanych wątpię ostatnio. Zbyt się boją. - stwierdził głosem eksperta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej