Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Atusel
Iddeous:
- Jasne, wziąłem 50 grzywien. Myślę, że tyle wystarczy, bo niebezpiecznie brać więcej. Ja przed marantem byłem a raczej jestem jeszcze synem bogatego kupca. Moje losy także nie należały do szczęśliwszych. Miałem 4 braci. Po osiągnięciu 16 roku życia, wdawałem się często w bójki, piłem i hulałem po gospodach. W końcu miarka się przebrała. Postanowiłem, oczywiście pod wpływem niemałej ilości alkoholu, napaść konwój z beczkami piwa do gospody w moim rodzinnym mieście. Byłem głupi, miałem siedemnaście lat i rzuciłem się z drewnianą pałką na strażników. Złapali mnie, a reszta moich niecnych towarzyszów uciekła. Trafiłem do więzienia, wyszedłem po roku. Nie mogłem znaleźć zajęcia, gdyż nikt nie miał do mnie zaufania. Wpadłem w rozpacz. Nie miałem pieniędzy na utrzymanie. Niby skąd miałem je zdobyć? Nie okradł bym kogoś znowu, bo spotkałaby mnie kara śmierci. Udałem się po pomoc finansową do ojca. On dał mi tysiąc grzywien, ale nie chciał mnie więcej widzieć na oczy. Znowu nie mogłem znaleźć pracy. Znowu piłem i biłem się. Moje życie odmieniło się, gdy wskoczyłem przez portal - Iddeous zamyślił się na moment. Te wspomnienia ożywiły go w środku. Uronił łzę. Odwrócił głowę w kierunku drzew, tak aby towarzysz nie ujrzał jego twarzy. - No, to ci dopiero historia, nie?- rzekł z takim tonem jakby nigdy nic się nie stało. -A, jasne. Pytałeś się o organizacje. Należę do Szwadronu Zagłady, elitarnej grupy wojowników. Więcej Ci raczej nie powiem o mojej organizacji. A co do planu działania. Można usłyszeć przysłowie, że jak się trafi między wrony, trzeba krakać jak i ony. Jest w tym dużo racji. Zalecam najpierw zamówić piwo. I tak bym to zrobił. Najlepiej popytać kim są ludzie tu mieszkający, czy podoba się praca gospodarzowi, czy przychodzi do niego dużo szumowin, i tak dalej.. Później trzeba się spytać o jakieś niecodziennie wydarzenia. Tylko oczywiście musimy ubrać się w inną tożsamość. Moglibyśmy być handlarzami ryb, udającymi się do portu. Powinno się udać, przeciez nie będzie gospodarz wychodził, aby sprawdzić czy mamy ryby. A jeśli nawet to powiemy, że sprzedaliśmy i wóz zostawiliśmy u przyjaciela. W końcu jedziemy do portu. To specyficzna okolica. Iddeous po dłuższej gadaninie, chciał usłyszeć słowo od Animsa.
:// Sytuacje, które będą miały w karczmie opiszemy jutro, ok? Mam trochę nauki, a po za tym jestem kompletnie zmęczony, i gdybym nie musiał uczyć się to bym już spał. Udało mi się na szczęście coś tam napisać na temat mojej postaci :D
Lord Hejgen:
- No to niezłą miałeś historię. A jeśli chodzi o plan to może być. - Gdy to zdanie wypowiedział kompani akurat byli już niedaleko miasta Atusel. Potem Anims powiedział - No to powoli dojeżdżamy do Atusel. -
//Ok niema sprawy. to co mamy opisać z karczmy zrobimy jutro. Miłej nauki ;)
Gunses:
//Ej ej... Marant to nazwa GRY! Oraz nazwa wyspy na której kilka lat temu rozgrywała się nasza gra. Wyspa została zniszczona przez asteroidę, a my osiedliliśmy się na Valfden. Z tej okazji był festyn "Meteorki". Nasze postacie żyją i mieszkają na Valfden. A przecież nie wiedzą, że gracie nimi w grę Marant, więc z tym słówkiem Marant ostrożnie.
//Dotarliście do Atusel w spokoju.
Lord Hejgen:
//Przepraszam zapomniałem. On coś zaczął z marantem a ja się wkręciłem.
Iddeous:
Po krótkiej drodze do Atusel, wjechali do miasta. Spostrzegli karczmę do której mieli się udać. - No, pamiętasz o tożsamości handlarzy rybami? Zaprowadźmy konie do stajni i chodźmy do środka.- rzekł Iddeous. - To nie powinno być zbyt trudne. Wszakże, miałem kiedyś do czynienia z wypytywaniem.- pomyślał sobie żołnierz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej