Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kruk pośród Wron

<< < (7/9) > >>

Adaś:
-Dziękuję bardzo.
Po tych słowach dopiłem resztkę piwa, po czym wyszedłem z karczmy. Opuściwszy budynek, stanąłem na progu i zacząłem się rozglądać po okolicy. Definitywnie teraz się spostrzegłem że owa karczma, z której dopiero co wyszedłem, znajduje się na skraju owego rynku. Bacznie zacząłem się rozglądać po wszystkich budynkach. Z daleka ujrzałem, chyba budynek z najwspanialszym szyldem, w całym mieście.  Szyld ten informował każdego przechodnia, o tym że w tym budynku znajduje się pierwszej klasy dom rozpusty.
Mimowolnie ruszyłem w kierunku tegoż budynku. W połowie drogi musiałem stanąć, gdyż przypomniało mi się co miałem właśnie zrobić. Z lekko zawiedzioną miną, ruszyłem w głąb ogromnego placu handlowego. Równocześnie powtarzając sobie w myślach słowa: Jeszcze będzie na to czas. 
Na placu panował ogromny ruch. Miałem ogromny problem w przedostaniu się do świątyni. A dostrzegłem, ją  gdy tylko odbiłem w kierunku centrum placu. Po dłuższym czasie przeciskania się między moherami kupującymi, dotarłem do bram świątyni. Lekko uchyliłem drzwi, po czym tam się wślizgnąłem do środka, po czym rozejrzałem się wewnątrz w poszukiwaniu rekrutanta...

Hagmar:
ÂŚwiątynia nie była duża, kilka rzędów ław i bogato zdobiony ołtarz. Jej wystrój... cóż... gdyby nie chorągwie z czerwonym słońcem spuszczone z pięterka było by nawet przytulnie, po za tobą było tu kilka modlących się osób i odziany w czerwoną szatę kapłan.

Adaś:
Rozejrzawszy się dokładnie po świątyni, postanowiłem grzecznie usiąść i po udawać człowieka wierzącego, non stop słuchającego głosu bogów z radia. Siadłem w ostatniej ławce. Chciałem się zaciągnąć do zgromadzenia, w oczywistych celach. A tu ładnie mówiąc dupa. Ani żadnego żołdaka, ani innego biurokraty. Postanowiłem zagadnąć jedynego z kapłanów, znajdujących się aktualnie w środku. No ale niestety menda się modliła. A przerywanie mu rozmowy z bogami było nie wybaczalne. Postanowiłem odczekać, aż owy człowiek poplotkuje sobie ze swoim bóstwem.
Trochę czasu musiałem czekać, i kto by pomyślał ile zbereźnych rzeczy może przyjść do głowy, w głupiej świątyni. Dzięki chwili takiego rozmyślania, wpadła mi do głowy pewna riposta, która może się kiedyś przydać. Kto wie? Ale wracając do meritum, po danym czasie który upłynął, kapłan przestał się modlić. Wstał i ruszył w kierunku wyjścia. teraz była okazja go zagadnąć. Szybkim krokiem wyrównałem do niego, oraz pewnym głosem, spytałem:
-Czcigodny ojcze! Słyszałem że w tej świątyni mogę się zaciągnąć do Czerwonych płomieni. Mógł byś mnie nakierować?

Hagmar:
Witaj wędrowcze. Jestem Korin, kapłan ognia, a więc szukasz oświecenia? Pozwól za mną. Kapłan zaprowadził Cię na tyły, do małego pokoiku będącego czymś w rodzaju biura. Na dębowym biurku za którym usiadł człowiek leżało sporo papierów.
Co Tobą kieruje synu?

Adaś:
Powolnym krokiem udałem się za kapłanem. Kiedy znaleźliśmy się jakby w jego biurze, usłyszałem pytanie kapłana. Zacząłem mu odpowiadać, bardzo wiarygodnym i spokojnym głosem, można wręcz rzec że jak znakomity aktorzyna, na którego grę każdy by się nabrał:
-Widzisz ojcze jak sam zauważyłeś, szukam tutaj oświecenia. Chce zmienić przez to swoje trudne życie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej