Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Gunses:
- Ha! Od razu widziałem, żeście z dobrej stali kuci! Nie jakieś wymiączki! Hahaha! - zaśmiał się zarośnięty - Ale hola hola, pofolgujcie... Tu nie idzie o pracę dla mnie ale o całkowite rzucenie dawnego życia. Jest tu fajna hanza, przy niej jeśli się zakręcicie to coś może uda wam się wytargować i dla siebie - zawołała ochoczo - To jak, gotowiście?
Anv:
Spojrzałem ponownie na Diomedesa. Miałem nadzieję tylko, że rozumiał moje intencje
- No ba. Jak mówię, że się czegoś podejmuję to mówię. Ale czym wy, a niedługo my się zajmujecie? Do zwykłej bandyckiej szajki, moczymord co miecza dobrze nie utrzymają, nie zamierzam się przyznawać.
Gunses:
- Oj od razu bandycka szajka - żachnął się Brodacz - Po prostu nie uznajemy tutejszego prawa i bawimy się ile dusza zapragnie!
Eric:
Diomedes zmarszczył brwi i z zaciekawieniem przyjrzał się brodaczowi. Nie jednego takiego już widział. Co to myślał, że w swym interesie unikalny jest. Zbyt wielka pewność siebie. Zbyt mało chłodnej oceny sytuacji. Kiedyś się chłopak na tym potknie, był tego pewien. Nivellen kiwnął jeno głową Faustowi, dając mu znak, by kontynuował dialog z brodaczem i że jest gotów zgodzić się na jego propozycję, byle tylko zbadać tę całą sprawę. O ile oczywiście nie była to pułapka. Któż przecież o zdrowych zmysłach zawierzy pierwszemu lepszemu handlarzowi wędrownemu poznanemu w karczmie? Diomedes czuł w tym jakiś podstęp. Ta nieprawidłowość i lekkomyślność nazbyt rzucała się w oczy.
- A może i gotowiśmy - odparł. - Zależy co pan dokładnie masz na myśli. W końcu my zwykli handlarze wędrowni jesteśmy. Musimy się mieć na baczności - zabrnął ponownie w sferę swej aktorskiej roli.
Gunses:
- A dołączenie do nas, do wpływowych ludzi. Zabawa, wolność... Samemu wyznaczać reguły gry. Mieć władze i możliwości. Móc, ba! nawet tak się zakręcić, że cała wioska zniknie! Ha! Bęc i nie ma! To jak? Idziecie ze mną, czy nie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej