Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Anv:
- Oj chciałbym, żeby było niemało... - odparłem lustrując sylwetkę mężczyzny. Tylko idiota nie zauważyłby wielkiego dwuręczniaka i potężnej postury. Jednak ja zachowywałem zimną krew. Może byłem zbyt pewny siebie. - Z metr jedziemy, targ Hemis był, ale trzeba było trochę zostać, spraw pozałatwiać, tośmy dopiero na Veris wyruszyli. - opowiadałem beznamiętnie. Wzrok zawiesiłem na dłoni mężczyzny. - Ciekawy sygnet. Ta grawerka to jakiś symbol? Pamiątka?
Gunses:
- Sygnet... hmmm... rodzinny - rzekł i uśmiechnął się zza wielkiej brody, mając na myśli swoją 'rodzinę' - To jak tam? Kiedy wyruszacie? Gotowym was odprowadzić, też do Blavic An zmierzam. Może i o moją 'rodzinę' byśmy zahaczyli, oni są bardzo gościnni dla ludzi na trakcie. A co do kasy, to zaaawsze można ją pomnożyć. Trzeba wiedzieć jak i gdzie. I u kogo szukać pomocy. - rzekł dość jasno.
Eric:
Diomedes przyjrzał się podejrzliwie brodaczowi, po czym wymienił porozumiewawcze spojrzenia z Faustem.
- Pan coś sugerujesz? - zapytał, dość sceptycznym tonem. - Aż nadto się życzliwy wydajesz.
Gunses:
- Wie pan... U nas to albo wóz albo przewóz. Jak nie zrobisz ktoś zarobi. Tylko, że w jednym przypadku możecie zarobić też i wy. A tak to zarobi ktoś inny! W tych czasach trzeba nawet o kompanie się starać. W pojedynkę ciężko cokolwiek uszczknąć. A wy wszak młodzi, silni, chwatcy, co wam podkulenie ogona pod siebie i kłanianie się prawu! ÂŻycie trzeba brać w swoje ręce! I złota trzeba brać w ręce tyle ile się zdoła utrzymać! Nieprawdę mówię?
Anv:
- W sumie i racja. Nie ma co i być takim świętoszkiem. - przytaknąłem, zauważając dobrą okazję. - To co to miałaby być za robota? Tylko dokładne i szczegółowe fakty proszę, bo jakimiś bzdestami to my się zajmować nie będziemy. - odparłem, rzuacając Diomedesowi spojrzenie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej