Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Eric:
Diomedes spojrzał porozumiewawczo na Fausta. Oczywiście, staruch mógł pieprzyć od rzeczy, ale czy to był tylko zbieg okoliczności? Zrozumienie rozjaśniło twarz młodzieńca. Teraz miał już pewność, że nie należało brodacza zostawić samego sobie.
- No, nie wadzi spróbować, co myślisz, Faust? - zapytał ot tak, dla niepoznaki.
Anv:
- Ja jestem za. Chłop dobrze gada. Miec możliwoście, to jest to. Przystaniemy na propozycję. - potwierdziłem budując zaufanie. - Ale żeby tak wioskę całą. Hop siup i nie ma? Jak? To to bym się chciał dowiedzieć. - zapytałem tonem majacym jak najbardziej przypominać typową wiejską plotkarę. Zwyczajnie aby żeby się dowiedzieć.
Gunses:
- A tego to ja wiam nie mogę powiedzieć. Ale jak wpadniecie kilku osobę w pamięć, to szepnął o was słówko i pewnikiem spotkacie się z kimś, kto był przy tym osobiście! Ha! - zawołał - No kamraty, chodźcie. Bierzemy konie i jedziemy! - zawołał po czym ruszył do drzwi karczmy. Przeszedł je nie płacąc za piwo które pił. Podszedł do palika. Popatrzyła na swojego konia, który był tam uwiązany
- Niezłą to była szkapina. Ale czas się rozstać - rzekł i wziął się do odwiązywania cudzego konia, młodego i silnego. Wsiadł na niego i zawołał do was - No dalejże! Mus mi wrócić przed świtem znowu do karczmy. Może uda się kogoś bogatego przydybać? Hahaha!
Eric:
Diomedes wyszedł za brodaczem z udawaną ekscytacją na twarzy i odwiązał swego konia. Pogłaskał zwierzę po grzywie, zajrzał w głębokie oczy, jakby tam szukając jakiegoś ostrzeżenia, po czym wskoczył na jego grzbiet i popędził za starcem namawiającym do złego. Cały czas pilnie i czujnie mu się przyglądał, wypatrując potencjalnej zasadzki, w którą mógł ich prowadzić. Lustrując leśny teren trzeba było jednak mieć świadomość, że wiele ucieka niedoskonałemu zmysłowi wzroku.
- Tak w ogóle, to jak się panie zwiecie? - zapytał, bo nie wiedział, jak się do brodacza zwracać.
Anv:
Ja także wyszedłem z karczmy za mężczyzną. Jego intencje były raczej mocno wyraźne i trzeba było mieć się na bazności. Dziwiło mnie po części że tak łatwo w nas uwierzył, choć na jego miejscu pewnie zachowałbym się podobnie, ciesząc się, że udało mi się tafić na tak naiwną dwójkę handlarzy. Faust i Diomedes z pewnością nie byli naiwni, raczej dobrze grali. Pomimo tego wszystkiego tliła się we mnie nutka niepokoju, że jednak możemy się wpakować w zbyt wielkie bagno. Gdy doszedłem do konia, odwiązałem go i wskoczyłem na grzbiet.
- To gdzie ta 'rodzinka'? - zapytałem spoglądając na brodacza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej