Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Anv:
Rzuciłem wymowne spojrzenie Diomedesowi, po czym wyciągnąłem z sakiewki cztery srebrne monety. Podałem karczmarzowi, po czym odezwałem się.
- Ehh. Jemu te litry piwa to chyba mózg wyżarły już. -zaśmiałem się. -Toż tłumaczyłem ci, że nigdy tu nie byłem i chciałem zajechać, zobaczyć, bo opowiadają, że można dobrze zjeść i się napić. Zazwyczaj zatrzymywaliśmy przy mniejszych gospodach, podobno spokojniej. - sytuacja była ciekawa. Teraz czekałem na odpowiedź krczmarza na Diomedesowe pytanie.
190 - 4 = 186 grzywien
Gunses:
- Ano rację masz - rzekł Herlan - Hrabia Cadacus dobry człe.. yyy persona zacna. Mi też, kupcowi dawnemu, nie poskąpił pomocy. Szczęście miałeś, że Ci się udało z nim spiknąć - udało się. Odetchnąłeś z ulgą. Karczmarz uwierzył w Twoje słowa, bo i czemu miałby nie wierzyć? Zastanawiało go, jak to jest, że jedziecie z Metr teraz, wiosną a mówicie, że z targu, ale uznał, że zima i zasypane przełęcze zagrodziły wam drogę w podróży i musieliście czekać w Metr aż do wiosny, przez co rozeszła wam się kasa, bo wszak na zamożnych w tych kubrakach nie wyglądaliście.
- Chłopy mówią, że smoka widzieli. Inni, że im sowa pućka wołała na rychłą śmierć. Inni, że nocą widzieli jeźdźców ze słońcem na piersiach przez wieś cwałujących. Ale ja temu wiary nie daję. A jedni mówili, że Wyręby jakaś klątwa trafiła, bo ponoć całą wieś pod ziemię wchłonęło. Ale to wszak nie nasze sprawy.
Anv:
- Ludzie różne rzeczy gadają. - odparłem, pociągając dwa solidne łyki piwa. - Lud prosty to i dużo sobie dopowie, wymyśli. Jak czegoś nie rozumie, to magia. Pierwsze słyszę o smokach na Valfden. A i żeby całą wioskę wypleniło... Toż to niemożliwe - stwierdziłem, zauważając jednak, iż temat w karczmie musiał się pojawić. O Wyrębach ciężko nie usłyszeć. Pociągnąłem kolejny łyk piwa.
- Co jak co, piwo macie wyśmienite. Coś do przekąszenia jeszcze ciekawego byśmy dostali? Zgłodniałem ja po podroży, bo i zeszło nam trochę.
Eric:
- Chłopu podpitemu raczej zawierzyć nie można. ÂŻyciem zwykłem znudzony, to i zaraz roją mu się jakieś rzeczy niestworzone, albo to z byle błahostki sprawę najwyższej wagi robi - mruknął pod nosem, po raz kolejny unosząc kufel do ust. - Chociaż i takich nie należy lekceważyć. Zawsze gdzieś tam się ziarno prawdy wkradnie. Zaraz... Jeźdźcy ze słońcem na piersiach? - zdziwił się teatralnie. Wiedział już, że Zgromadzenie urodziło się na ponów. Dziwnym było, że już zdążyło urosnąć do tych rozmiarów.
- Baron Tacticus mi o takich opowiadał przy piwie! - pochwalił się, siląc się przy tym, by twarz jego przyjęła iście dumny z siebie wyraz, tak więc wyszczerzył się, zupełnie jakby kto go schlebił.
- Słyszałem, że to grupa niebezpieczna, ale ponoć się ich pozbyli! Jakże to tak teraz, wędrować by na powrót mieli? No mówię, nie sposób chłopom wiary dać - pokręcił głową.
Gunses:
- Gówno prawda nie niebezpieczna - rzucił spod ściany zarośnięty jak wilkołak mężczyzna. Miał około 50 lat, był mocno przypakowany. Siedział siorbiąc zupę
- Jakem tutaj buszowali, to strach było wychodzić na dwór, a ludzie, wiem to dobrze, wywieszali flagi ze słońcem wyszytym, coby ich oszczędzili- burknął karczmarz do brodacza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej