Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Anv:
- Oj tak, nawet dwa. - krzyknąłem, przysuwając drugi stołek, po czym usiadłem z wyraźną ulgą. Odetchnąłem. Myśl o chłodnym, złocistym, spienionym trunku napawala mnie optymizmem, pomimo, że w sumei bylem na służbie. Niby w pracy a jednak trzeba było pić. Tak, był to jeden z ewidentnych plusów gunsesowego zlecenia. Otarłem dłonią pot z czoła i oparłem się o ladę. Nie na dlugo jednak. Uwagę mą przykłuła jedna z kelnerek. To także trzeba im przyznać, mają tu panny od podawania nie byle jakie. Ciemne włosy, szczupła sylwetka, przyjemne krągłości oraz urzekająca talia. Wzrok sam wędrował za nią, alwirującą między stolikami. Po chwili gwałtownym ruchem szyi, wrociłem jakby do rzeczywistości, spoglądając teraz na karczmarza, w oczekiwaniu na piwo.
- Duży utarg tu macie? Bo trakt uczęszczany...
Gunses:
- Witajcie panowie- rzekł Herlan, karczmarz gospody "U Baby Jagi". Wziął dwa (czyste!) kufle i nalał wam pienistego piwa.
- To będzie po dwie grzywny... - rzekł od razu. Był dawnym handlowcem. Sprawy swoich cen wystawiał od razu- Wy nietutejsi prawda? Skąd to i dokąd, jeśli wolno spytać?
- A odkąd się tu sprowadziłem to nie żałuję. Okolica nieciekawa, pełno grobów, żalników starych, jakiś uroczysk. Gdzie nie spluniesz jakieś bogańskie bożki, posągi czy świńskie albo koźle głowy ponabijane na dzidy. Ale hrabia tych ziem wielce nas wspomógł, lasy przetrzebił z dzikiej bestii. Kupców i podróżnych zrobiło się co niemiara.
Eric:
- Faust - rzekł do towarzysza wymownie, pocierając kciuk o palec wskazujący w geście obrazującym wydatek pieniężny.
- Handlarze jesteśmy - rzucił w gwoli wyjaśnienia karczmarzowi. - Z Metr się do Blavic An wybraliśmy, no i tradycyjnie po szlaku z pańską karczmą, bo piwo tu znakomite. Może pan pamięta nas dwoje? Nie pierwszy raz tu jesteśmy, a że obaj lubimy się napić, to może i jakich pamiętnych kłopotów przyprawiliśmy wam, gospodarzu - uśmiechnął się szczerze, łżąc w cztery oczy.
Gunses:
//Na zadaniu "Na umrzyka skrzyni" byliśmy w tej karczmie. Co więcej, byłeś tutaj w Kubraku wędrowca.
- Ciebie kojarzę- rzekł Herlan przekręcając głowę - Byłeś tu miesiąc temu z panem Cadacusem i baronem Tactiusem. Ja mam dobrą pamięć do twarzy - poinformował dziwiąc się, jak to się stało, że kupiec za jakiego się podawałeś był w takiej kompanii. Oj wiedziałeś, że musisz coś wymyślić - A jego - wskazał na Fausta- Nigdy tu nie było.
Eric:
- Doprawdy? - zdziwił się teatralnie. - Byłem pewien, że chociaż raz się tutaj zdrowo nawaliliśmy. No ale alkohol pamięci nie służy. Zdarza mi się podróżować i samemu. Prawda, hrabia Cadacus to zacny człowiek, napadliby mnie byli zbóje jacyś, ale on i jego kompanija tyłek mi i kiesę uratowali, tom się zabrał z nimi na tyle, na ile droga pozwoliła. Widać nie pozwoli wampir, by się człekowi co złego stało na ziemiach jego - uśmiechnął się i przytknął kufel do ust, nerwowo przełykając kilka łyków. No to się wpędził w kłopoty. Nie tak być powinno. Ale powinien się wykaraskać. Nie takie rzeczy się ludziom wciskało.
- Coś się u was od tego czasu wydarzyło ciekawego? - zapytał przyjaźnie, starając się zboczyć z niebezpiecznego tematu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej