Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Anv:
- Więc, kedyś pewnie chętnie skorzystałbym z możlwiości rozmowy z nim, w razie gdyby restrykcje gildii Magow zabraniały mi pewnych praktyk. Nie twierdzę, że chcę być jakimś magiem renegatem, czy nekromantą, ale sam rozumiesz... - kontynuowałem, gdy my wkroczyliśmy w granice lasu revarskiego, jednego z wielu w tym górzystym terenie. Jadąc dalej traktem pewnie całkiem niedługo dotrzemy w okolice karczmy, będącej naszym celem podróży. Obstawiam też, że nie ominiemy jej niepostrzeżenie, skoro jest tak sławną oberżą.
- Jakie to uczucie? -przerwałem chwilę ciszy. - Jak to jest wrócić stamtąd? Z krainy umarłych. - pytałem wpatrując sie tępo w nicość przede mną, rozmyślając o żywocie ludzkim.
Eric:
- Ciężko to opisać - westchnął, z trudem przypominając sobie doznania tego dnia, kiedy w podziemiach zamku królewskiego na ponów został wrócony do życia.
- O ile sam moment śmierci to po prostu zdziwienie po wszech miary, bo któż jest nań gotowy, to moment wskrzeszenia jest czymś, o czym masz doskonałe pojęcie. Uczucie samo w sobie jest po prostu dziwaczne. Bo patrzysz na swoje martwe ciało z perspektywy kogoś zupełnie innego. Sądzę, że najlepiej dowiesz się, jak to jest, kiedy dokonasz projekcji astralnej, a potem powrotu do ciała. Zakładam, że to podobne uczucie - wyjaśnił niezbyt jasno.
Korony drzew zacieśniły się nad ocienionym traktem. Droga stała się jakby mniej uczęszczana, choć ciągle oczywiście przejazdem pojawiały się karawany kupców, pojedyncze wozy, spieszący na swych rumakach posłańcy. Diomedes z kompanem obrali raczej swawolne tempo podróży, to też konie nie wyglądały na szczególnie umęczone przez swoich jeźdźców. Obyło się zatem bez zbędnych postoi, a jazda tym powolnym sposobem ułatwiała swobodną, niezakłócaną szumem wiatru i głośnym stukotem kopyt rozmowę.
- Zbliżamy się już. Może wymyślimy jakąś historyjkę, co by nie wydały się nasze zamiary? Sam wiesz, skąd przyjeżdżamy, dokąd zmierzamy, a po co, a dlaczego, żebyśmy to mieli zgodne wszystko. Chyba że chcemy ten wywiad oddzielnie przeprowadzić. To jak?
Gunses:
//Karczma zaprawdę była już blisko. Przy żłobie stało kilka koni. Stały też dwa wozy kupieckie.
Anv:
- Cóż, nie będziemy się raczej rozdzielać, nie ma sensu. Rozejrzałem się delikatnie w terenie i z tego co słyszałem, okazuje się, że karczma leży pomiędzy dwoma miejscowościami. My zaś jesteśmy przeciętnymi handlarzami, a przynajmniej ja na kupca nie wyglądam. - stwierdziłem, krzywo spoglądając na zużyty już kubrak. - Jedziemy z wioski zwanej Metr, gdzie odbywa się sławny targ, co daje nam solidny motyw. Zmierzamy w stronę Blavic An. Zatrzymujemy się tutj by odpocząć, napoić konie i tak dalej. Trzeba się mocno wtopić w przeciętnych bywalców karczmy. O same Wyręby zapytamy gdy zdobędziemy już odpowiednie zaufanie. Lecz i to trzeba będzie zrobić dyskretnie. - i tak oto dojechaliśmy do celu. Karczma robiła wrażenie solidnej, zapewniając odpowiednie schronienie dla osób wymęczonych dłużącą się podróżą. Takimi z pewnością nie byli Diomedes i Faust, bowiem im podróż minęła raczej szybko i przyjemnie. Las wokół budził za to mieszane uczucia, pobudzajac lekko atmosferę tajemniczości. Zsiadłem z konia i przywiązałem go przy wodopoju. Dociskając ostatni węzeł, doszedłem do wniosku, że kostur na plecach może prowadzić do niepotrzebnych skojarzeń. Zdjąłem go więc, a jako że nie różnił się zbytnio dla laika od typowego kija, bowiem kryształu nie posiadał, postanowiłem go używać jak laski do podpierania. Gdy Diomedes uporał się ze swoim wierzchowcem, stałem już przy drzwiach karczmy.
- To co? Wchodzimy. - rzuciłem, uchylając lekko drzwi.
Eric:
Diomedes bez słowa kiwnął potwierdzająco głową w odpowiedzi na pytanie Fausta. Podszedł do drzwi i pchnął je stanowczo. Rozwarły się w akompaniamencie skrzypienia i trzasku. Obu mężczyzn owiał ciepły podmuch karczemnego powietrza w parze z którym szedł przyjemny, nieco otumaniający zapach piwa i ostry, znowuż stawiający na nogi smród potu. Weszło się do wnętrza, rozglądając przy tym na wszystkie strony. Szybko odnalazło się drogę do lady, w karczmie wszak trudno się zgubić. Diomedes przysunął sobie krzesło, usiadł, zawołał na karczmarza.
- Piwa, gospodarzu!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej