Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Gunses:
//Zapowiada się przepiękny dzień. Na trakcie co jakiś czas toczą się wehikuły kupców. Nie ma nawet najmniejszych zagrożeń. Zapowiada się, że dotrzecie na miejsce bardzo szybko (czyli kiedy sami uznacie za stosowne).
Anv:
- Aragorn? Też ze Szwadronu, z tego co zdążyłem wyłowić podczas festynu wśród natłoku informacji. Właśnie Szwadron. Jak tam jest? Bonie ukrywam, że była to jedna z opcji podczas moich rozmyślań nad wyborem gildii. może i fakt nie zastanawiałem się długo, bo wiedziałem czego w życiu chcę i jedyną odpowiedzią była magia, lecz chodzi mi ofakt, iż walka nigdy nie była i nie będzie mi obca. Z pewnościa nie chcę powierzyć swojego życia jedynie sferze nadprzyrodzonej. Szczerze doceniam kawał stali czy innego masywnego materiału, ktorym mozna wyrządzić nie małe szkody fizyczne. Sam mam przy sobie kostur i przynajmniej sztyet. - stwierdziłem, poprawiąjąc krótkie ostrze przy pasie. Co racja to racja, nie raz to broń biała wyciągała mnie z opresji.
Eric:
- Przejął władzę w Szwadronie po Sadzie, który gdzieś zniknął ostatnimi czasy. Wcześniej panował w Kruczym Bractwie. Cóż, Szwadron to bądź co bądź armia, więc panują w niej pewne dyscyplinarne zasady. Staramy się z pewną dozą szacunku odnosić do osób wyższych stopniem, czego u Kruków nie uświadczysz... Wiem to, bo do nich również onegdaj należałem. Jestem człowiekiem bogato doświadczonym, można powiedzieć. Kiedyś również pociągała mnie magia. Okazało się jednak, że nie mam do tego ani krzty talentu, tudzież chęci. Mój brat, gdyby żył, z pewnością mógłby powiedzieć ci co nieco o mrocznej stronie magii - dodał, markotniejąc lekko. Wspomnienie śmierci Anva wciąż było jeszcze żywe, płonęło, paliło żywym ogniem, gdy podeszło się doń za blisko.
Anv:
- Właśnie mroczna strona... - rzuciełm szybko, odbiegając troche od tematu śmierci brata Diomedesa. Nie chciałem drążyć wyaźnie wrażliwego wątku. - Mówiłeś, że odwiedziłeś Kocioł Dusz. Jak to się stało, no i jak wróciłeś? Domyślam się że rytuał wskrzeszania, czyli są tu osoby, które podejmują się czegos takiego. - ta inofrmacja mocno mnie zainteresowała. Fakt, że istnieją tu na tyle potężni i odważni, magowie mógł okazać się przydatny w dalszej drodze nauki takiego przypadku nowicjusza jak ja.
Koń stąpał z przyjemnym odgłosem delikatnego dudnienia. Ciało, kołysało się na wpół bezwładnie na jego grzbiecie, a słońce przyjemnie ogrzewało twarz. Takie podróże to czysta przyjemność. Zwłaszcza, że wtedy długie dystanse mijaly bardzo szybko. Raz za razem dało się zauważać tabliczki wskazujące kierunek do hrabstwa Cadacusa.
Eric:
Diomedes z wyraźną ulgą przyjął fakt, iż Faust w przeciwieństwie do większości ludzi stawionych w podobnej sytuacji, nie zaczął dopytywać się o śmierć brata, nie próbował pocieszać, szeptać dobrych słów, słów mających przynieść nadzieję i odpędzić smutek. Zapytał za to o minioną śmierć, przeżytą śmierć, oksymoron śmierci swego kompana. Temat wbrew pozorom błahy, traktowany raczej jako ciekawe doświadczenie, przygoda.
- Będąc w innym wymiarze, w Tinrilecie, zostałem zabity przez tajemniczy bełt, który wędrując sobie beztrosko powziął moje gardło za cel. Owszem, zostałem wskrzeszony. Musiałem przez to potem wyłożyć równe tysiąc grzywien, nawet mimo faktu, że mój brat był w bliskich stosunkach z królem, który dokonał rytuału wskrzeszenia. Musisz bowiem wiedzieć, że był on jego uczniem. Członkiem organizacji Mrocznego Paktu. Nie jest to wiedza, która winna być rozpowszechniana byle komu, zatem prosiłbym, byś zachował to dla siebie - wyraził prośbę doprawioną nutką groźby, niewielkiej jednak, mającej raczej na celu podwyższyć wagę wypowiedzianych przezeń słów, aniżeli wyperswadować milczenie. Diomedes szybko zdobył zaufanie do Fausta, dlatego też nie obawiał się, by ten kołacząc szczęką w tę i we w tę rozpowiadał historie o Anvarunisie Nivellenie bestii, królu Isentorze i Mrocznym Pakcie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej