Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"

<< < (38/42) > >>

Gunses:
- Kilka miesięcy temu zjawił się u mnie Greg. Powiedział, że wszedł w wpływowe towarzystwo. Jak się okazało miał na myśli Alchemika, naszego 'szefa'. I u Grega i u Alchemika zjawił się... Pisarz! Ponoć bardzo przekonujący jegomość. Złożył im dość intratną propozycję. Jak sami się domyślacie, chodziło o złoto. Zapewniał też o dość dużej wdzięczności po zmianach jakie zajdą na wyspie. Nie rozmawiałem z nim, ale widziałem minę Grega i twarz Alchemika jak u niego byłem. Uwierzcie, Pisarz musiał mieć dobre argumenty. Nie czekając na nic, wyjawi, że poszukuje starożytnych przedmiotów, artefaktów i całego starego badziewia. Płacił złotem. Greg zgadał się z Alchemikiem, a nas podali jako jednostki wsparcia. Kilka dni później przybył do mnie Malarz. Osoba dość oryginalna, tak w mowie jak i w zachowaniu. Zapewnił godziwą zapłatę za pomoc i ewentualne profity po zmianach jakie zaczną zachodzić zmiany na wyspie. Zgodziłem się, bo i każdy by się zgodził. Nie wychylając się odciągamy od siebie wzrok straży miejskiej czy szwadronu. Nie robimy niebezpiecznych i ryzykownych akcji, zwyczajnie pilnujemy kopalń i odwozimy większość rzeczy czy to do Grega czy do Alchemika.

Eric:
- Nie zauważyliście gdzieś u niego znaków czerwonego słońca lub tego typu orientalnych rzeczy? - zainteresował się, łapczywie garnąc do uszu każde ze słów Dona. Z ust tak wysoko położonego człowieka naprawdę wiele mógł się dowiedzieć.

Gunses:
- Pytasz o symbol Zgromadzenia? Nie, Malarz nie miał takiego wizerunku na sobie. Wydaje mi się, że chociaż Zgromadzenie się odradza i walczy o swoje to tak na prawdę nieświadomymi będą są tak jak my na usługach tych jegomościów. Na moje oko Malarz i Pisarz wykorzystują zamęt jaki Zgromadzenie rozsiewa, aby nie być zauważonymi. Swoją drogą, czemu właściwie Pisarz? I Malarz?

Eric:
- Tak mi się wydawało, że mogą coś mieć z nimi wspólnego - mruknął. - Jak widać myliłem się - zasępił się.
- Przydomki jak to przydomki - skomentował miana, jakimi nakazywali obwoływać się pracodawcy Dona - Pewnie faktycznie jakimiś tam artystami są. Nieważne zresztą. To w takim razie zapytam, czy może dla nas jakiejś poważniejszej roboty nie masz może? Bo szczerze, nie widzi nam się roznoszenie kaszki dla obozowiczów albo rozlewanie trunków do kufli przy ognisku. No i oczywiście chcielibyśmy coś dobrze płatnego - uśmiechnął się z wyczuciem.

Anv:
- Ja bym miał jeszcze jedno pytanie. Bo Muril opowiadał. Opowiadał, o wiosce w Wyrębach i jej zniknięciu. ÂŻe wy macie możliwości by tak zrobić. Mówił, że jak dostaniemy się do ciebie, to nam opowiesz więcej. - budowałem atmosferę, grając zwyczajnie ciekawą osobę, której ktoś obiecał wyjawienie ciekawego sekretu. - To jak wy to zrobiliście, że całą wioskę.. hop, siup i nie ma. Bo to fajne było. - wyszczerzyłem się, pochwalając robotę w wiosce, chcąc jednocześnie pozyskać sobie jakkolwiek zaufanie Dona.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej