Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Eric:
// Na spółę czy każdy osobno? Weź nam pod koniec wyprawy podlicz wszystkie te piniondze, bo się nazbierało trochę.
- Dzięki - odparł oniemiały, zachwycając się elokwencją i sposobem mówienia orka. Odstawał w tym przypadku od swoich pobratymców, odznaczając i wykazując się niebanalnym językiem i brakiem przerw co trzy wyrazy, by zaczerpnąć myśli z ławicy wolno pracującego mózgu. Kiwnął głową dumnemu ochroniarzowi Dona i ruszył dłuższym tunelem, który wskazała masywna łapa orka. Dotarł do kwatery Dona.
Gunses:
//Wszystko mam pozapisywane, więc spokojnie :) I to jest na was dwóch, nie na głowę.
Jaskinia kończyła się dużą jamą. Było tam wielkie łóżko z baldachimem(!), kilka bardzo drogich foteli, był wielki stół, kilka krzeseł, palenisko. Buła! Uwaga! Cała kareta, chociaż bez kół i z odcięta boczną ściana, przerobiona na zakątek do rozmów. I był też don. Postawny i wąsaty mężczyzna w sile wieku. Wąs jak i włosy przejawiały siwawy kolor. Oczy koloru stali były bardzo racjonalnie patrzące na świat. Człowieka cechowała ewidentnie bystrość umysłu.
- Wchodźcie wchodźcie - powiedział do was wskazując miejsca na fotelach - Siadajcie. Wino, piwo czy gin? Piwo! Przy piwie dobrze się rozmawia - rzekł i wyciągnął z wiadra z wodą trzy ociekające zimne butelki. Podał dwie wam.
- No to słucham. Każdy kto tu się zjawi odpowiada na kilka moich pytań, zanim ja odpowiem na jego. Jesteśmy z tej samej gliny, więc nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic. No to powiedzcie coś o sobie. Kim jesteście, skąd przybywacie, czy wam się u nas podoba? Hahahah...!
Eric:
Diomedes z miłym zaskoczeniem przyglądał się dobrze urządzonemu wnętrzu jamy. Wszystko ewidentnie zajmowało słuszne miejsce podług wszelkich możliwych technik wystroju i choć ciągle czuło się swego rodzaju obcość i chłód kamiennej jaskini, odczucia te łagodzone były przez sielski widoczek komfortowego łóżka z baldachimem, z pewnością równie wygodnych foteli i przyjemnie skwierczącego paleniska. Na uznanie zasługiwał również pomysł tego, kto wpadł na takie użycie karety. Co prawda nie nadawała już się do tego, do czego faktycznie została stworzona, ale jej nowe zastosowanie z pewnością bardziej przydawało się domatorom jaskini, a poza tym była bardzo ciekawym, bo przecież nieczęsto widzianym w takiej roli... meblem. Diomedes posłusznie usiadł przy jednym z foteli, automatycznie formując swoje usta w leciutki, sympatyczny uśmieszek. Z niebywałą wdzięcznością w oczach chwycił wychłodzoną butelczynę piwa, odkorkował ją i pociągnął kilka łyków. Do tej pory czuł się wspaniale, ale chłodna ciecz, która przemknęła przez jego gardło jeszcze bardziej dodała mu wigoru.
- ÂŚwietne to piwo - pochwalił, nim przeszedł do odpowiedzi na pytanie Dona. Przetarł dłonią usta i z zadowoleniem odetchnął, podkreślając jak bardzo połechtane po brzuszku zostało jego pragnienie i kubki smakowe.
- Jestem Diomedes Nivellen. Do niedawna wędrowny kupiec, teraz... najemnik? - zastanowił się. - Tak, to dobre słowo, najemnik na pańskich usługach. Przybywamy z Metr. Byliśmy na drodze do Blavic An, ale nasze plany zmieniły się, kiedy "U Baby Jagi" napotkaliśmy Murila. On nas tu przytargał. Wyświadczył przysługę zarówno nam, jak i wam - pozwolił sobie na subtelne parsknięcie śmiechem.
- Bardzo nam się tutaj podoba. Chłopaki bardzo sympatyczne, poza tym świetna, swojska atmosfera. Miło tak usiąść sobie przy ognisku, wgryźć się w pieczeń, pogaworzyć, pożartować... Kiedyś już było mi dane doświadczyć czegoś takiego. Ten tutaj to Faust Nivellen. Mój kuzyn - przedstawił kompana, ale pożałował Donowi ckliwej historii o tym, jak to w jego właśnie obozie dowiedzieli się o swym pokrewieństwie. Zresztą prawdopodobnie prędzej czy później i tak wyszłoby ono na jaw.
- Rozumiem, że teraz kolej na nasze pytanie? - uśmiechnął się chytrze.
Gunses:
- Pytajcie o co chcecie - rzekł Don - W miarę możliwości wam odpowiem.
Anv:
Siedząc do tej pory cicho, będąc przedstawionym przez Diomedesa, postanowiłem dopiero teraz sie odezwać.
- Ja bym chciał zapytać. Bo chłopaki się martwią i narzekają, że już nie żyją tak jak kiedyś, że aby pilnują kopalń i artefaktów. Po co to wszystko? Czy te kilka rupieci jest aż tak ważne? Bo i do czego?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej