Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Gunses:
- Pomyślmy. Malkolm was chwali i to bardzo. Wyciągnąłem od niego, że chodziło o skradzioną skrzynkę z magazynu. Odzyskaliście ją. Sylifia mówiła o was same dobre rzeczy, wyręczyliście kobietę w dość nietypowej misji jak dla niej. To szlachetnie z waszej strony. Hakso mówi, że pomogliście mu przy podziale łupów. Dostał opieprz, że sam dupy nie ruszył, ale wszak wychodzi na to, żeście uczciwi i sobie do gniazda nie sracie! Wszak nie daliście nogi z pieniędzmi. Thor ma o was bardzo dobre zdanie. Jest świetnym wojownikiem i ma duży posłuch w obozie a to już o czymś świadczy. No i w końcu Rot zajął się wyrobem strzał! Nasz obóz na tym tylko zyska. Tak, możecie iść do Dona. Dam wam kilka listów, jeden z nich, o ten, jest listem polecającym. To taki glejt. Przyda wam się. Jak wyjdziecie ode mnie skręcicie w lewo i idźcie w górą tą półką skalną. Na samym końcu będą kamienne schody, a dalej zabudowana konstrukcja. Przed nią stoi kilku osiłków. Dajcie im ten list, to wpuszczą was do Dona.
Eric:
- Dziękuję - odparł tylko i kiwnął Ianowi głową. Zabrał ze sobą Fausta i wyszedł, podążając zgodnie ze wskazówkami w lewo, potem w górę na półkę skalną. Wspiął się po rzeźbionych w kamieniu schodach i stanął przed konstrukcją obstawioną bandą osiłków. Bez słowa wyciągnął zza pazuchy odpowiedni list i wcisnął go w łapy jednemu z bandytów. Czekał, aż ten, czerwieniejąc na twarzy z wysiłku, zacznie odszyfrowywać pismo nadane przez Iana.
Gunses:
Bandyta okazał się nader rozgarnięty.
- Kolejni od Iana? Właźcie do środka, tylko żadnych sztuczek - rzekł i przepuścił was. Przekroczyliście drewniane ogrodzenia. Była tam spora półka skalna i dwie jaskinie. Mniejsza, praktycznie wyżłobienie w skale ale mieściła tam się kuchenka, kilka krzeseł i stół, wiadra z wodą. Na półce zaś stało kilka pulpitów pod księgi, wielki stół z rozłożonymi na nim mapami i dokumentami. Kilka foteli, blaszana wanna, manekin do walki i strzelania z łuku. Na ziemi zaś leżał dywan. Wszystko było mieszaniną różnych stylów, no w końcu to bandycki obóz i taka różnorodność nie była niczym dziwnym. Tym kto was przywitał był Ork
- Wy od Iana? - spytał zaglądając do listu od bandyty - Podejdźcie no tu.
Eric:
Szybkość, z jaką pierwszy bandyta odczytał (lub po prostu rozpoznał) treść listu wprawiła Diomedesa w niemałe zdumienie. Zerknął nań z uznaniem. Po skroniach opryszka nie spłynęła nawet jedna kropelka potu, a na twarzy nie było nawet śladu czerwieni! Widać ekscentryczny malarz zadbał o to, by jego interesu nie chronili pierwsi lepsi analfabeci. Choć nie wszyscy wyglądali na tak rozgarniętych. Na przykład ten ork, który właśnie ich zatrzymał. Te nieustające kontrole zaczynały robić się coraz bardziej irytujące i owe zniesmaczenie odmalowało się na twarzy Diomedesa w krzywo powściągniętych ustach i zmarszczonym nosie. Jednak słowa wypowiedziane przez zielonoskórego dawały nadzieję, że w końcu kres stanie się udrękom. Posłusznie powędrował we wskazane miejsce.
- Don często przyjmuje gości? - zagadnął.
Gunses:
- Zależy co to za goście - rzekł wymijająco Ork - Jestem Rag-Rog. Osobisty ochroniarz Dona. Mam wam podziękować od Iana. Ian pisał ile zrobiliście dla obozu, mam tutaj list od niego - domyśliliście się, że Ian spisywał wszystko co usłyszał od ludzi w obozie na wasz temat i posłał to przed waszym przybyciem do niego - I Ian też wyznaczył odpowiednią nagrodę. Pomogliście Malkomlowi i Syfilii, Hakso i Thor o was się dobrze wypowiadali, a Rot, ten kleszcz, znowu wziął się do roboty! Brawo... Macie tutaj 100 grzywien... i... a macie jeszcze 50! Nieźleście się chłopaki spisali. Jeśli chcecie pogadać z Donem, to jest tam - wskazał wielką ręką na dłuższy tunel - Siedzi w swojej kwaterze.
//Otrzymaliście 150 grzywien.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej