Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Anv:
Podreptalem więc za Diomedesem, widocznie zapamiętał on drogę. Od wejścia widać już było panów z mięśniami wypakowanymi ponad normę.
- Dobry. My do Iana. Jest? - zapytałem lakonicznie.
Gunses:
- Tak, jest. Wchodźcie - rzekł ochroniarz.
Eric:
Diomedes bez ceregieli przepchnął się przez niewielką straż osobistą Iana i po chwili przekroczył próg niewielkiej chatki, w której ciągle tkwił przyjemny zapach wina i pieczeni. Zresztą cały ten obóz wydawał się tak swojski, jak to miejsce.
- Witaj ponownie - mruknął, zastanawiając się czy człek piastujący tak wysoki stołek jeszcze pamięta takich szaraczków. - Przyszliśmy o coś zapytać.
Gunses:
- A witajcie - rzekł Ian przeglądając leżące na stole kawałki kamiennych płyt, pokrytych pismem, jak wydawało wam się dość nieczytelnym dracońskim, drewnianych stronic - I jak? Zapoznaliście się z obozem? Bo z ludźmi słyszałem, żeście już się zapoznali.
Eric:
- Tak, "pomyszkowaliśmy" nieco - wygiął wargi w leciutkim uśmieszku. - Ale nie ma dla nas zbytnio nic do roboty, goblinów się pozbyliśmy, reszta to interes wewnątrz obozu, a nie widzi nam się latanie z posyłkami. Chcielibyśmy lepszej roboty. Może znajdzie się coś u Dona? Chłopaki co nieco nam powiedziały, czym się zajmujecie. Myślimy, że nieźle byśmy się sprawili, nie chwaląc się oczywiście - tym razem odsłonił zęby, śmielej szczerząc się prosto w oblicze prawej ręki Dona.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej