Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"

<< < (23/42) > >>

Gunses:
//Jako, że u nas nie ma Goblinów na wiki, a Is powiedział, żeby nie robić stat na starą modłę tylko czekać na nowe zasady, więc daję coś w zastępstwie.


Za zakrętem tunelu w niewysokiej jamie dookoła ogniska stały 4 Gobliny Tyreńskie



4x Goblin Tyreński

Eric:
//Broni żadnej nie mają? :P Czy te topory całe?

- To co, na połowę? - zapytał lekkodusznym tonem, obracając zręcznie rękojeść miecza w dłoni. Nie czekając na odpowiedź, ruszył szaleńczym pędem na jednego z pobliskich goblinów. Zamachnął się potężnie zza pleców i pokierował ostrze prosto na wątłą, zieloną pierś przeciwnika. Klinga smagnęła powietrze w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowało się bezmózgie paskudztwo. Za to naprzeciw Diomedesa już nadbiegał kolejny. Dwa pozostałe chyba okazywały zainteresowanie Faustem. Nivellen zareagował błyskawicznie. Uskoczył w bok, starając się w prezencie podłożyć jeszcze szarżującemu człekokształtnemu stworowi stopę. Goblin w porę spostrzegł się w tej jakże zmyślnej zasadzce i wybił się w powietrze dosłownie centymetr od niej, cudownie unikając w ten sposób bliższego kontaktu ze ścianą pieczary. Diomedes już odbijał mieczem na prawo, w niezwykle potężnym, niespodziewanym cięciu. Stal zatopiła się w miękkim ciele goblina jak w gąbce. Na kamienną posadzkę z głuchym pluskiem opadły pojedyncze krople krwi, potem cały potok. Dźwięk przywodzący na myśl najróżniejsze okropieństwa, jakie można wyczynić z ciałem, rozbiegł się po korytarzach jaskini nieco zniekształconym echem. Jeden z goblinów padł martwy na ziemię. Diomedesowi pozostawało zająć się tym drugim. Niemal natychmiast cofnął się o dwa niewielkie kroki, skracając dystans by nie zostać niefortunnie trafionym, kiedy jeszcze nie mógł w pełni korzystać z miecza. Ale ten moment niedyspozycji trwał tylko chwilę. Po chwili ostrze było już oswobodzone od truchła, którym ciągle jeszcze szarpały pośmiertne konwulsje. Drugi goblin nabrał niewielkiego rozpędu i odważnie mierzył się do ciosu. Diomedes sparował go, na ponów wydłużył dystans o kilka kroków w tył i starał się jakoś lepiej wypatrzeć sylwetkę stworzenia w przejmującej ciemności. Wyróżniał się jako jedna z ciemniejszych plam. Dostrzegał jego ruchy, ale jakby z lekkim opóźnieniem. To właśnie sprawiło, że został trafiony w ramię. Rana nie była nazbyt poważna, zdążył uskoczyć, nie udało mu się jednak wskoczyć w odpowiedni moment, to też broń goblina pozostawiła na jego ciele lekkie, niegłębokie zadrapanie. Następne kilka sekund spędził na skrupulatnym parowaniu ledwie widocznych ciosów, które wypatrywał ze wzmożoną koncentracją, równocześnie również poświęcając swą uwagę na znalezienie dogodnego momentu do wyprowadzenia skutecznego kontrataku. I kiedy goblin zamierzył się na Diomedesa po raz kolejny chyba nieco zlekceważył przeciwnika. Wyprowadził bardzo silne cięcie, ale Nivellen zblokował je w niewzruszonej paradzie, co wybiło zielonoskórego z równowagi. Ten właśnie moment wykorzystał pułkownik Szwadronu Zagłady. Z arcymistrzowską precyzją pchnął goblina prosto w jego niegodziwe serce. Podła kreatura padła na kolana i oddała życie. W pionie trzymało ją jedynie ciągle tkwiące w niej ostrze miecza. Po chwili zostało wyciągnięte i truchło upadło na posadzkę.

2/4

Anv:
- Na pół? Z tym kawałkiem kija? Zatłuką mnie. - pomyślałem na słowa Diomedesa. Gobliny były spore, dwumetrowe istoty z calkiem konkretna bronią. Ja zaś nie byłem mistrzem fechtunku, czy zwykłego okładania kosturem po głowie. No i właśnie. Kostur, kontra topór. Optymistycznie
- Na pół. - odparłem, zaciskając mocniej pięści na rękojeści. Przecież bym nie zwiał, nie ja. Szybko się schyliłem i podniosłem mały kamyk. Cisnąłem nim w jednego z gomblinów zwracając na siebie jego uwagę. Gdy szedł w moją stronę, energię miałem już pobraną i gotową do inkantacji. Gdy goblin zamachnął się na mnie, wypowiedziałem:
- Ruush Iltuosh Elesh, Elysh Iaash Gresh Arishesh - nagle, z chwili na chwilę goblin słabł. Jego ruchy były ociężałe, działał powoli i tak też reagował. Jego dusza wypalała się.  Zamach toporem sie nie udał, i broń opadła na wpół bezwładnie. Wtedy ja uderzyłem kosturem poziomo, głownia celując w głowę goblina. Potężny cios zachwial jego równowagą. Jednak on zrobił jeszcze kilka kroków, odsunąłem się szybko unikając kolejnego ciosu. Teraz szybki zamach od prawej do lewej, z głownią lądującą na udzie goblina. Cios nz pewnością zabolał, uszkadzając tkankę mięśni. odbiłem kosturem w drugą stronę, wykonałem ponowny zamach i tym razem uderzylem w kolano od tyłu. Noga goblina zgięła sie autmatycznie co ja szybko wykorzystałem i silnym pchnięciem w klatkę piersiową powaliłem przeciwnika. Automatycznie jedną ręką puściłem kostur i dobyłem sztyletu zza pasa. Dynamicznie podszedłem do leżącego tyreńczyka i nachylając się podciąłem sztyletem gardło. Rozcięte tętnice zapewniły soczystą dawkę krwi w stylu mocno przypominającym fontannę. Diomedes z dwoma innymi goblinami uporał się znacznie szybciej. Teraz pozostał ostatni, pędził już na mnie w dzikim szale. W ostatniej chwili, zdążyłem tylko zrobić krok w bok, a topór goblina opadł szybko, ciągnąc go do przodu, ja uderzyłem dodatkowo kosturem w plecy. Z pewnścią nim zachwiało. Ale też wściekł się porządnie. Machał swoim toporzyskiem jak oszalały. jedyne co mogłem zrobic, to cofać się. W pewnym momencie odchylilem sie mocno do tyłu, gdyż w innym wypadku, mielibyśmy uroczy pokaz dekapitacji nowicjusza gildii magów. Zrobiłem też krok w tył i to o jeden krok za dużo. Zawadziłem o wystający z ziemi kawał głazu i wyrżnąłem na plecy. Goblin chyba szykował się do kolejnego ataku...
- Diom!

1/4
Czar to duchowe wypalenie z Urangolu jakby co.

Eric:
Rozpaczliwa prośba o pomoc Fausta pokierowała ruchami Diomedesa. Błyskawicznie obejrzał się przez ramię i ujrzał przed sobą sytuację wymagającą natychmiastowej akcji. Jego kompan leżał na plecach, a goblin stojący nad nim już unosił broń do śmiercionośnego ataku. W dwóch susach, wiedziony już nie tylko siłą mięśni, ale jakby mocą samego wołania, zdołał w ułamku sekundy doskoczyć do dwójki walczących. Stanął w lekkim rozkroku nad Faustem, ustawiając miecz w ukośnej pozycji, ostrzem do dołu. Głownia topora starła się z jego klingą i przez chwilę mocował się tak z goblinem rozkraczony nad leżącym kompanem. Na szczęście siła fizyczna była po jego stronie. Przepchnął kreaturę przed siebie. Poleciała do tyłu, tracąc równowagę i wypuszczając z dłoni topór. Na jej szczęście okazała tyle sprytu, by nie runąć na plecy, ale niewiele to zmieniało, gdyż desperackie próby odzyskania rezonu skończyły się na tym, że goblin skończył na czworakach tuż przed pędzącym w powietrzu ostrzem, które ostatecznie przyniosło mu śmierć.
- Nic ci nie jest? - zapytał Fausta, odwracając się plecami do truchła. Chyba nie powinien magowi pozostawiać walki z dwoma przeciwnikami na tak małej odległości. Mimo wszystko jednak z tym pierwszym poradził sobie nadzwyczaj dobrze.

0/4

Anv:
- Mi? Nie. - odparłem z przekonaniem. Wstałem, otrzepałem się i uśmiechnąłem. - Był tak słaby, że postanowiłem się położyć i zdrzemnąć. Zawołałem cię, bo pomyślałem, że może się nudzisz.- mówiłem zpełną powagą w głosie. Rozejrzałem się dookoła.
- Chyba trzeba bedzie rozejrzeć sie po calej tej jaskini. Może i coś ciekawego znajdziemy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej