Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"

<< < (22/42) > >>

Gunses:
///Jakoś o Tobie zapominam :D


- Za tamtą skałą jest ich grota. Widziałam w nocy ich okropne sylwetki jak tam się kręciły! Brrr...

Anv:
Jak mus to mus. Postanowiłem wkroczyć do jamy potwora. A raczej kilku małych potworków. Skupiłem się na chwilę i pobrałem trochę energii by być gotowym na szybkie użycie magii. Rownocześnie trzymałem w dłoniach kostur przed sobą, jakbym i z magią nie zążył. Wiadomo, inkantacja i takie tam, a w razie naglego zagrożenia moga mi się słowa pomylić. Wtedy lepiej solidnie, acz pewnie trzepnąć w łeb kawałem obucha. Schodziłem więc w dół.

Eric:
- Coś na to poradzę - uśmiechnął się i mrugnął łobuzersko okiem. Hardo ruszył w stronę wskazaną przez podenerwowaną kobietę. Wstyd, żeby taki ogromny obóz bandytów nękały jakieś tam zielone kupki gówna. Z niejakim rozbawieniem przeszedł za skałę i wkroczył do wnętrza jamy. Tam zobaczył Fausta. Jakoś mieli talent, by zjawiać się niemal równocześnie w tych samych miejscach.
- Proszę, proszę - mruknął, ściągając miecz z pleców. - Co za spotkanie.

Gunses:
//Ponownie dobiegł was chichot połączony z wrzaskiem, jakoby ktoś ostrzem ciął metal.

Anv:
- Coś tacy magnetyczni jesteśmy, może to i dobrą kompanierę wróży. - stwierdziłem pół-żartem i skinąłem głową na Diomedesa abyśmy nei przestawali iśc. Podjęliśmy się wybicia tego paskudztwa. Szedlem więc za dźwiękiem, czy raczej hałasem jaki dobiegał moich uszu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej