Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Dragosani:
Jako, że bohaterska para dotarła na miejsce bez większych komplikacji, Severus ucieszył się. Był to niewielki sukces, z długim życia na tym padole łez. Dotrzeć do obozu bez komplikacji. Wszak och drogę mógł zagrodzić troll chociażby. Albo kot. Wtedy elfka zapewne zatrzymałaby się na dłuższy czas, celem pogłaskania sierściucha. Ciężko byłoby ją zapewne odciągnąć, a widok hardej bandytki w pirackim obozie z kotem na rękach, byłby co najmniej osobliwy. Jednak nic takiego się nie wydarzyło, dzięki czemu człowiek i elfka mogli spokojnie i tryumfalnie wjechać do obozu w glorii i chwale. Rzecz jasna zostali całkowicie zignorowani. Udali się więc w stronę jaskini dziadunia, który miał podobne zainteresowania co niejaki Flamel. Z tym, ze bardziej praktyczne w życiu codziennym. Dragosani wziął woreczek pieprzu i wszedł do groty.
- Mamy pieprz - zakomunikował. - To takie coś miało być? - na przyprawach się nie znał, na gotowaniu także. Potrafił jedynie ugotować wodę i zrobić jajecznicę. Przez większość życia nie potrzebował tych umiejętności, przez co nie wiedział czy te dziwaczne ziarenka w woreczku są istotnie wymaganym pieprzem. Rozwiązał woreczek i pokazał zawartość staruszkowi.
Gunses:
Ultar popatrzył na czerwone kuleczki
- Tak, to czerwony pieprz! Ha! Dzięki wam! - rzekł i wziął kilka ziarenek i wrzucił do destylatu.
- No! Teraz tylko poczekać aż się przegryzie i można nalewać! Jakby Spike się pytał, to powiedzcie, że jutro rano dostanie dostawę grogu!
Dragosani:
- Zatem powodzenia w warzeniu? Pędzeniu? Grogu - odparł Severus, ciesząc się, iż piraci przy wieży nie wykiwali ich, dając zamiast pieprzu chociażby pomalowane na czerwono królicze kupy. W końcu mogli mieć tak dziwaczne poczucie humoru, czyż nie? Odwrócił się i wyszedł z jaskini, zostawiając za sobą dziadunia i jego laboratorium. Gdy wyszedł na zewnątrz udał się w stronę ogniska, aby powiadomić kwatermistrza o porannej dostawie grogu.
- Grog będzie gotowy rano - powiedział, podchodząc do Spike'a. - Tak przynajmniej twierdzi Ultar... - dodał.
Gunses:
- O to kamień spadł mi z serca! Ha! Teraz będę mógł dołączyć do karawany... Ale ludzi wciąż mało!
Dragosani:
Dragosani potarł się dłonią po brodzie i niedużym zaroście, który już wyczuwał po kilku dniach unikania brzytwy. Zastanowił się jak przekonać leniwych piratów do wstania, a co dopiero ruszenia z karawaną. Względnie trudne to nie powinno być. Wszak dawniej dowodził obrona elfiej stolicy podczas wojny. Do dziś pamiętał jaki wpływ miała jego przemowa na nielicznych obrońców miasta. Z tym, ze wtedy mógł odnieść się do ich honoru i miłości do ojczyzny. Tutaj nie mógł tego zrobić. Pamiętał też rewolucję w tym samym mieście. Lecz i tamto doświadczenie niewiele mogło tutaj pomóc. Zastanawiając się rzucił okiem pod nogi. Gleba pod jego butami była bardzo ciekawa.
- Zatem trzeba przekonać kilku... - powiedział rzecz oczywistą do Spike'a. Rozejrzał się po obozie, celem wyszukania odpowiednich "celów".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej