Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Gunses:
- Powinniście pogadać z Valentino. Tak po prawdzie to on tutaj teraz rządzi, to znaczy kiedy nie ma Francuza. Było jednak na niego kilka zamachów i kazał... eh... mam robić za niego, czyli za jego żywą tarczę. Powiem, że ja jestem szefem, zabiją mnie a nie jego... Szczwany z niego lis. O tam siedzi, na tamtej ławeczce pod szałasem.
Nessa:
Nessa postanowiła nie skomentować nieroztropności piratów, którzy mimo obawy zamachu wystawiają swojego przywódcę pierwszej lepszej parce, która przyniosła im woreczek pieprzu. Ich woreczek pieprzu. Ojoj, jeśli ktoś naprawdę chciałby zgładzić Valentino, to mógłby to zrobić bez większych problemów. O ile nieźle macha sztyletem i szybko biega lub ma dostęp do trucizn rzecz jasna, bo pojedynek na środku obozu nie byłby mądrym rozwiązaniem.
- Sprytne – odparła wbrew swojej opinii. Poza tym piraci kojarzyli jej się zupełnie inaczej. Przywódca, kapitan zapewne, powinien mieć gęstą brodę, papugę na ramieniu i zabawny kapelusz. To wszystko by go wyróżniało. I nie powinien obawiać się jakiś szczurów lądowych. No chyba że z lojalnością u piratów kiepsko. Ale o tym Nessa nie mogła wiedzieć. Poza tym może niejaki Francuz pasuje do tego opisu? Kto wie.
Bez zbędnego ociągania elfka ruszyła w stronę ławeczki. Szła na równi z Severusem. Słońce było po ich stronie, bo cienie parki mogły już wcześniej uprzedzić Valentino o wizycie. Nie dygnęła, jak to miała w zwyczaju, a przywitała się dość obojętnym tonem:
- Spike nas przysyła. Mamy przekonać kilku twoich ludzi do ruszenia się z miejsca – dokończyła grzecznie bez używania nazewnictwa związanego z miejscem, gdzie kończą się plecy, choć zapewne byłoby to odpowiedniejsze.
Gunses:
- Czołem - rzekł Valantino. Był wysokim mężczyzną. Miał długie czarne włosy rozrzucone i zmierzwione od bryzy. Twarz była gęsto zarośnięta, ale zarost był równo przycięty. Poza tymi szczegółami nie wyróżniał się niczym innym.
- No i tak trzeba. Musimy wystawić do Alchemika karawanę z 'zaopatrzeniem'. A do karawany trzeba zebrać ochronę. Chciałem żeby poszedł Spike, Horacy, Standoff, Alter i Faza. Jeśli chcecie coś zrobić, postaracie się jakoś ruszyć ich z miejsca.
Nessa:
Kim był Horacy i Standoff Kruki nie miały pojęcia. Zatem elfka postanowiła jako pierwszego odwiedzić Spike'a. Dość logiczne, biorąc pod uwagę, że był niedaleko. Severus albo mówił bardzo, bardzo cicho, albo nie zgłaszał żadnych obiekcji, więc Nessa powróciła do Niby Czasowego Przywódcy Obozu. Przekonanie go powinno być najprostszą sprawą. Przynajmniej tak uważała długoucha.
- To znowu my - przywitała się nader grzecznie. - Przysyła nas Valentino. Zajmiesz się ochroną karawany, o której wspominałeś?
Gunses:
- No przecież mówiłem że dołączę do niej - rzekł i przysunąwszy się do niej powąchał czy czasem nie nachlana i nie pamięta co mówił jej przed kilkoma minutami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej