Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr

<< < (22/85) > >>

Gunses:
- Oj będziemy się gniewać... - powiedział z wysokości siodła Kalis- Chcesz zbiec do miasta i donieś na mnie i na kamratów. Oj nieładnie. Chciałeś wielkich opowieści, to zapisuj je w mózgownicy, później przelejesz na papier. Chciałeś przygody, to rzuć wszystko i bierz się za przygodę. Jeśli teraz odejdziesz, nie dam Ci już drugiej szansy.

Dragosani:
Severus uniósł brwi w zdumieniu. - Nawet o tym nie pomyślałem... - stwierdził, co w gruncie rzeczy było prawdą. Mniej więcej. Bo przecież zamierzał udać się za te kilka dni do obozu piratów. I to nawet bez kilku drabów do pomocy. Wsiadł na konia. - Zatem prowadź, panie wilku morski... tak na marginesie, jak się nazywasz? - zapytał już z konia. W sumie marynarz nie podał jeszcze imienia. A na pewno mogło się ono przydać. Choćby do ułatwienia komunikacji.

Gunses:
- Jestem Kalis. Miałem podać Ci swoje miano przed obozem. Nie doprowadzę Cię do końca, więc przez straże będziesz musiał przejść znając moje miano.

Dragosani:
- Zrozumiałe. Straże raczej nie byłyby zbyt dobre, gdyby wpuszczały każdego jak leci - odpowiedział Severus. Nie dodał, ze takie zabezpieczenie jest według niego idiotyczne. Lepsze byłoby hasło. Miano można bowiem podsłuchać, czy zwyczajnie poznać w inny sposób. Skomplikowane hasło już nie. - Czy jest coś, co powinienem wiedzieć o obozie? Na kogo uważać, aby nie podpaść, kto jest tolerancyjny dla nowych i takie tam... - dopytał się. Prowadził normalną rozmowę, nowo zwerbowanego członka pirackiej szajki. I jechał za Kalisem.

Gunses:
Ani Kalis ani reszta piratów nie uważała przepuszczania nowych na zasadzie podania imienia Kalisa. Bo i czemu? Nikt przecież wiedzieć nie mógł, że piraci mieli system kilkunastu imion. Kiedy przyprowadzali nowego podawali wcześniej ustalone imię, imię działało na przejściu przez straże i potem wygasało. Wiedzieli o tym wszyscy prócz nowych. Dalej obowiązywało kolejne imię, także gdyby ktoś podsłuchał imię Kalis w karczmie i chciał wejść za jego mocą do obozu, zaraz po Dragosanim, to zostałby rozniesiony na szablach. Była to dobra metoda na nowych. Niestety, często prawdziwi chętni do pirackiego życia ginęli w ten sam sposób. Gdy usłyszeli imię, ale mitrężyli z przybyciem do obozu, to często inna persona wykorzystywała wcześniejsze miano, a potem tamten delikwent musiał zostać nieboszczykiem. Ot, zrządzenie losu...
- Każdy z chłopaków jest inni. Jedni biorą swoją robotę poważnie i w tradycyjny sposób, czyli robią za dwóch albo za trzech. Inni swoje obowiązki wykonują w sposób stereotypowy, czyli leżąc z jajami na piasku i sącząc grog. Ostatnio zaciągnął się do nas Ork, ten to ma krzepę! A... powiem Ci coś. Na plaży między domkami stoi dom na palach. Do niego nawet się nie zbliżaj. To chata Francuza, naszego szefa i kapitana, a jego pomocnik, Fisk, bywa bardzo zapobiegliwy. Jego kusza, strzela cholernie szybko...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej