Tereny Valfden > Dział Wypraw

Biała rewolucja - Uśmiech od ucha do ucha

<< < (16/20) > >>

Anette Du'Monteau:
Rozmowa zdawała się dobiegać końca. Panowie zaczęli wymieniać typowe szlacheckie pożegnanie i już ruszano dalej. Przecież nie można było szczędzić obecności pana Messera tylko dla jednego człowieka.

Istedd:
Zaklął po raz chyba już siódmy. Wielce się męczy, a owemu uczucia zdawało się nie być końca. Doprawdy poczuł się oburzony i podsumował ów czas, kiedy tak los z nim pogrywał prostym stwierdzeniem, "że jest do dupy". Nie mógł jednak zrezygnować. Począł dalej się przepychać w stronę celu. A gdyby tak wykorzystać dumę tamtego? Wyzwać go na pojedynek? Nie... trzeba było powodu. Dodatkowo należało go pokonać, a ten pewno zasłoniłby się swymi przydupasami. Ucieczka również sprawiałaby kłopot. W środku miasta... wot tak po prostu? Nie... dalej kontynuował swoje działanie polegające na przepychaniu się przez motłoch i czekaniu na odpowiednią okazję do oddania strzału z ukrytego ostrza.

Anette Du'Monteau:
Wszyscy zaczęli się rozchodzić, a pan Messner usiadł na bocznym miejscu wyznaczonym dla nieco bardziej znamienitych osób w tym towarzystwie. Dosiadło się do niego dwóch kolejnych. Zaczęli o czymś rozmawiać nieco zniżonymi głosami. "Goryle" otoczyły ich dla dalszej ochrony. Stali w czworokącie, a na przedzie pojawił się ostatni, który miał za zadanie nie przepuszczać nieproszonych gości. Swoim cielskiem częściowo zasłaniał sylwetki trzech mężczyzn na krzesłach.

Istedd:
Przynajmniej nie miał już do czynienia z tak wielkim motłochem! Bardzo dobrze się z tym czuł. Rozmasował bolące kogi i knykcie, a także brzuch, który chyba napuchł od nacisku na żebra. Wielce nieprzyjemne to było, zdecydowanie. Zanalizował całą sytuację. Znowu ustawili się jak jakoweś pionki dla planszy szachowej, które uniemożliwiają natarcie na króla. Jednakże gdyby był koniem? Mógłby przeskoczyć owe pionki i pozbyć się tak ważnej figury. Potem wystarczyło przeżyć skoczkiem... szansy tu nie było jak w grze definitywnego końca rozgrywki po śmierci króla. To było życie! Bardzo nieprzyjazne i zamieszane jak barszcz. Wykorzystywał rozchodzących się ludzi, którymi się zasłaniał, aby dalej obserwować tamtego. Chociaż... nie, czas działania nadszedł! Bo krew się burzy. Podszedł dumnie do owych "goryli".
- Witajcie! Jam jest Erhard Drauling i widzenie miałem z mości Messerem Grafem. Debatować mieliśmy o... finansach! - rzekł błyskotliwie.

Anette Du'Monteau:
Strażnik odwrócił się wymownie bokiem do Messera patrząc co na to powie. Ten się skupił na chwile i próbował sobie przypomnieć czy o kimś takim słyszał, lub prowadził z nim interesy. Nic jednak nie przychodziło mu do głowy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej