Tereny Valfden > Dział Wypraw

Biała rewolucja - Uśmiech od ucha do ucha

<< < (15/20) > >>

Istedd:
Teraz moja szansa, na żopę krasnoludzicy! - pomyślał i dalej jął się przepychać w tłumie, aby zmniejszyć dystans dzielący go od Messera Grafa. Było to bardzo trudne, acz pomagał sobie rękoma i usuwał przeszkody równie sprytnie, co krasnolud żulący darmowy alkohol w znanej sobie karczmie. Tym razem zatrzymywał się, to znowu pozorował, że święcie jest przekonany o swym członkostwie w motłochu. Słowy innymi - starał się wyczuwać, kiedy lepiej ominąć danego delikwenta, a kiedy po chamsku przejść mu po nogach i przepchnąć na bok. Zmacał na dłoni mechanizm ukrytego ostrza. Miał nadzieję, że oddany z tłumu strzał pozwoli mu na wyeliminowanie celu, a sama kohorta ludzi - na skuteczne ukrycie się. Później spokojnie mógł opuścić to miejsce.

Anette Du'Monteau:
Messer zatrzymał się, żeby porozmawiać z jakimś innym szlachcicem. W tym momencie cel przysłoniły ci szerokie barki gwardzisty.

Istedd:
Zaklął po raz kolejny. Tym razem bardzo szpetnie pod adresem upierdliwego gwardzisty. Zaprawdę dogodny moment do oddania strzału nadszedł, acz został przez bogów wolę zupełnie spieprzony! Trudno byłoby odepchnąć tamtego i wystrzelić w cel. Raczej nie był do tego skory nasz drogi posiadacz majestatycznej brody. Postanowił użyć podstępu.
- Drobne! Drobne! Dajcie drobne na wspomożenie biednego człowieka! - zawołał zupełnie zmienionym głosem i udał, że ciska pod nogi gwardzisty pękaty mieszek. Być może ten zupełnie zignorowałby to, acz jednakoż powiódłby odruchowo wzrokiem w tamto miejsce. Wykorzystał to, aby brutalnie i bez skrupułów przepchnąć się o kilka miejsc w bok. W innym wypadku po prostu mniej radykalnie starał się przesunąć.

Anette Du'Monteau:
Oczywiście poza kilkoma kopniakami w żebra nie zarobiłeś ani jednej grzywny. Dostałeś się tylko odrobinę bliżej strażników i Messera.

Istedd:
Zignorował całkowicie ból. Nie taki już zresztą otrzymywał od bardzo niemiłego losu! Trzeba było wszak działać! Zatrzymał się na chwilę, byleby nie dostać w pysk. Stojąca bowiem obok herod-baba wyglądała groźnie. Spróbował ją ominąć i chyba zdeptał kogoś, kto obalił się przez żywą masę tłumu. Nie była to jednak wina Istedda, prawda? Tylko ÂŻydów, bo wiadomo, że to co złe to żydowskie. Raczej także nie liczył na zarobki. Był to tylko manewr mający mu umożliwić przeciśnięcie się bliżej tamtego. ÂŻył nadzieją, że tłum nie rozerwie go za to na strzępy, choć i tak opinię tutaj miał zszarganą. Messer... cel był chyba coraz bliżej. Ocenił odległość. W duchu trzymał kciuki (w duchu można trzymać kciuki?), że tamten dalej rozmawia ze szlachcicem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej