Tereny Valfden > Dział Wypraw

Biała rewolucja - Uśmiech od ucha do ucha

<< < (9/20) > >>

Istedd:
- Dziękuję. Zdecydowanie się przyda. - rzekł i wziął ze sobą drobny podarunek. Nie wiedział do czego mogło się to przydać, poza spożyciem w pochmurny dzień, a nad samą kwintesencją napoju zbytnio się nie zastanawiał. Podszedł do konia i przez chwilę grzebał w jukach w postaci sakwy przywieszonej przy siodle. Cóż... dobrze, że takie coś często znaleźć można było. Ogólnie przyczepiano tam często sajdak i zapasy jedzenia i wody na dłuższe wędrówki, acz teraz przydało się do schowania podarku.
- Bywajcie tedy, mieszkańcy Jabłonowa! ÂŻyjcie w zdrowiu, pędźcie jabole i hodujcie jabłka! Pamiętajcie, że siła w was drzemie i nie dajcie się skurwysyństwu ze strony młodzików. No cóż, czas mi w drogę. Bywajcie! - zawołał, zamachał im dłonią i skierował konia z powrotem w drogę. Czas było zająć się głównym celem zadania.

Anette Du'Monteau:
Chłopi się pożegnali i odeszli w spokoju. Ty natomiast musiałeś dalej się kierować na południowych-wschód aby dotrzeć do miasteczka. Festyn miał trwać maksymalnie 2 dni, a więc trzeba było się spieszyć. Jedyna rzecz jaka mogła być jeszcze dobra to to, że zwykle szlachcice lubili się elegancko spóźniać na różne przyjęcia i tego typu imprezy. Istniała, więc szansa iż Istedd wjedzie akurat w porę.

Istedd:
Oczywiście stwierdzenie, że "trzeba" się spieszyć nie tyczyło się byłej moczymordy, która dalej jechała w iście stoickim spokoju, rozglądając się i obserwując ciekawą przyrodę. Nie popędzał swego wierzchowca, gdyż zmęczony koń z pewnością później doniósłby go, aniżeli wypoczęty równym marszem. Z takim właśnie optymistycznym nastawieniem spokojnie sobie jechał. Przy okazji przestał krwawić z czoła. Rana była rzeczywiście niewielka, powierzchowna wręcz. Począł obmyślać plan, dzięki któremu sprawniej miał wyeliminować cel. Wpadł na pomysł, aby skryć się na dachu budynku i stamtąd porazić nieprzyjaciela strzałą. Jeżeli zaszłaby potrzeba... to niejedną. Walka wręcz odpadała. Z pewnością byłoby tam wiele straży, ale jak okaże się w rzeczywistości - obaczy się później. W tej chwili zajęty był rozważaniem nadchodzącego bardzo powoli bólu lędźwi spowodowanego jazdą na koniu.

Anette Du'Monteau:
//: Kilka godzin później...

Zobaczyłeś przed sobą dość sporą wioskę. Zabudowania wydawały się nad wyraz bogate i przystrojone. Wśród wszystkich budynków nie było też widać, aby któryś należał do właściciela o kiepskim położeniu finansowym. Wręcz przeciwnie. Jeśli nie były łudząco do siebie podobne to tylko lekko się odróżniały detalami od swych sąsiadów.

Istedd:
Kilka godzin jazdy niemałe piętno odcisnęło na jego kości ogonowej i plecach. Słowy innymi - bolał go zadek i plecy. Czemuż się dziwić? Wszak długa jazda konna była zarówno męcząca dla wierzchowca, jak i jeźdźca. Wreszcie trafił do poszukiwanego miejsca. Bardziej kaptur nasunął na głowę i począł spod niego obserwować wszelakie detale budynków, ludzi, piasek, małe i duże kamienie oraz inne takie przedmioty. Zastanawiał się tak w jaki sposób odnajdzie najznakomitszego mieszkańca tego miejsca. Szlachta może i różniła się między sobą, acz zbytnio nie miał pojęcia cóż jest droższego - bogate delie, barwne żupany, modne fraki i pludry czy złote suknie. Wiedział tylko, że bardzo drogim i poszukiwanym kolorem jest purpura, oznaka bardzo wielkiego bogactwa. Bynajmniej tak sądził. Jak było naprawdę? Szlachta jeno wie! Jął poszukiwać stajni, gdzie planował zostawić swego wierzchowca i miasto przemierzyć na własnych nogach. Przy okazji rozglądał się dalej po domach, mieszkańcach i dachach, szukając celu, miejsca dogodnego do zasadzki, a także toalety.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej