Tereny Valfden > Dział Wypraw

Biała rewolucja - Uśmiech od ucha do ucha

<< < (8/20) > >>

Anette Du'Monteau:
Reszta chłopa ruszyła za Isteddem wrzeszcząc i młócąc z dala kijami powietrze, a potem samych hultajów. Zaskoczenie nie dało im zbytnio czasu żeby się wycofać. Gdy jednak przyszło im to do głowy to wypadł drugi oddział mający odciąć drogę ucieczki. W powietrzu słychać było jęki i przekleństwa. Bitwa rozgorzała na dobre. Część chłopców radziła sobie z razami i nawet oddawała, lecz ci młodsi głównie starali się pierzchnąć. Srogie i tęgie były miny sadowników podczas całej tej wrzawy. Bitwa była tak zażarta że niemal mogliby ją opiewać bardowie. Nagły ostrzał z kamieni nie zniechęcił  chłopów ani smarkaczy. Obie strony trwały tak aż do końca.

Istedd:
Istedd silnym ciosem wymierzonym w lic obalił jednego z młodzieńców. Nie cieszył się ani nie skorzystał w pełni z tego triumfu. Stanął bowiem naprzeciw kolejnego oponenta. W milczeniu pokazywał od czasu do czasu, czy też raczej: wydobywął na widok publiczny pewien rdzennie młodzieńczy atrybut: ogromną, żylastą, węzłowatą, obrosłą rudym puchem pięść. I dla wszystkich stawało się jasne, że jeśli cios tego głęboko narodowego atrybutu nie będzie chybiony, to rzeczywiście po przeciwniku zostanie mokra plama. Była moczymorda przyjęła nieme wyzwanie i zaatakowała. Tamten w bitewnym zamieszaniu uderzył z prawego sierpowego. Kruk uniknął tego krótkim odskokiem w tył. Poczuł, że ktoś solidnie uderzył go (a być może nawet kopnął) w pierś, acz zignorował owo uderzenie. Zajęty był walką z tamtym. Pchnął go w żywot. Tamten jęknął i już kij leciał w powietrzu, żeby trzasnąć tamtego w niewyparzony pysk. Lecz znowu padł na Istedda zdradziecki cios w plecy. Zaklął, obrócił się na pięcie i kontynuując cios zatoczył piękne półkole i zwalił tamtego z nóg hukiem. Rozległ się pojedynczy jęk. Odwrócił się szybko, acz przeciwnika o pięściach pokroju Szwarcenegera nie było. Splunął i jął tłuc kolejnych, którzy stanęli mu na drodze. Nie poczuł nawet, że w twarz oberwał kamieniem niewielkim. Adrenalina czyniła cuda.
- Za jabole! Za jabole! Za jaboooooleeeeee! - wrzeszczał i machał kijem jak szalony, rąbiąc, tłukąc i odrzucając napastników. Raz też grzmotnął chłopa-sojusznika. Acz przemilczmy ten fakt.

Anette Du'Monteau:
Po długiej bitwie ryki umilkły. Było jedynie słychać pojękiwania wyrostków leżących na ziemi i właśnie odczuwających skutki całego przedsięwzięcia. Może gdy wrócą do domów fioletowo-żółci to czegoś się nauczą.
-No chłopy, to była akcja! - pogratulował wszystkim włodarz. -Dziękuje i Tobie panie. Jakiś większy wigor nas wziął kiedyśmy się dowiedzieli, że przybysz z gór nas wspomoże. My prości ludzie jesteśmy i czasem potrzeba takiego kopniaka na rozpęd. Choć nie tak jak dzisiaj, tym tutaj o!

Istedd:
Istedd splunął widząc, jak kilku z młodzieńców uciekło. Chyba była to tylko niewielka garstka z całości, jaka się tu zjawiła. A większość leżała na trawie i zwijała się z bólu. Akcja okazała się jeszcze większym powodzeniem, niż liczył na to Kruk. Było to zdecydowane zwycięstwo! Dopiero teraz poczuł ciepło, które lepiło się do spoconej skóry. Przejechał po czole palcami i zanotował, iż chyba lekko krwawi od jakowegoś uderzenia. Prawdopodobnie zadanego kamieniem sprzymierzeńca. Westchnął cicho i oparł się na kiju. Wysłuchał słów włodarza wioski.
- Nie masz za co dziękować, włodarzu! Moim obowiązkiem jest walka ze skurwysyństwem! Zresztą zawsze jakowaś przygoda to była i całkiem niezła zabawa! Mam nadzieję, że tym młodzikom do głowy nie wpadną już tak głupie pomysły i na długo zapamiętają nauczkę! Ale to i tak wasza głównie zasługa, żeście im wtłukli. A tera pozwólcie, że w dalszą drogę się udam, panowie.

Anette Du'Monteau:
-Nie przeszkadzamy panie, ale weźcie to ze sobą na drogę, a nóż się przyda.

Istedd otrzymuje:
- 3x butelki cydru

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej