Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Gunses:
- Nie dziwię się... Też bym nie chciał czternastoletniego młokosa nad sobą. Nie dziwię się, że Cię usunęli. Co może wiedzieć o życiu czternastolatek? Dziwne, że teraz, kiedyś dorósł, nie zauważasz, że dobrze się stało, że nie zostałeś na tamtym stołku. Gdyby doszło do wojny, to ciekawe co byś uradził w tamtym wieku - rzekł zdziwiony Orkowymi zwyczajami. Stawiać dzieciaka na czele oddziałów? Eh...
Axel Ontero:
-Wieszczymi tak, wybacz pomyłkę mości Gunsesie nigdy wcześniej tego nie słyszałem.- wytłumaczyłem się wampirowi po czym dodałem:
Czyli jesteś zabójcom potworów. To ciekawe, a mam takie pytanie do ciebie. A mianowicie co było dla twojej osoby najtrudniejszym wyzwaniem z którym się zmierzyłeś? Nie chciałem być wścibski pytałem tylko z czystej ciekawości interesował mnie najgroźniejszy przeciwnik Gunsesa.
Eric:
Diomedes wgramolił się na swojego rumaka, czując, jak fala bólu przelewa się przez jego głowę, kiedy przerzucał nogę po drugiej stronie siodła. Przed oczami trochę się mu zaciemniło. Potrząsnął głową, by się ocucić i podjechał do rumaka elfki, tam czekając, aż i ona wejdzie na swego konia.
Gunses:
- Pytasz o zwierze, czy o przeciwnika? - Gunses chciał ukonkretnić - Tego, którego pokonałem, czy tego z którym nie śmiałem się mierzyć?
Nessa:
Mężczyźni, sugerując się wyłapywanymi przez szpiczaste uszy słowami, poruszali zbyt wiele tematów, by elfka próbowała ich pilnie słuchać, zatem poświęciła się rozmowie z Diomedesem.
- Jeśli już mowa o tej wyprawie, to muszę cię przeprosić - powiedziała, choć w jej głosie nie można było wyczuć smutku. Poprawiła popręg i wsiadła na kobyłkę. - Tak naprawdę to zielonego pojęcia nie mam, gdzie jedziemy i w jakim celu. - Wzruszyła lekko ramionami zakłopotana. Tak to jest, jak zapisuje się na tajemnicze listy i nie zadaje niezbędnych pytań. Równie dobrze Gunses mógł ich teraz wywieźć hen daleko do kamieniołomów czy domów publicznych, chociaż obecność dwóch orków zmniejszała prawdopodobieństwo odwiedzin w tym drugim miejscu.
Spięła konia i ruszyła wraz z Nivellenem za innymi.
- Darlenit zaprosił cię na kojenie nerwów? Zawsze sprawiał wrażenie bardzo miłego i ułożonego. W przeciwieństwie do niektórych nie upijał się na większych imprezach w mieście - dodała z widocznym uśmiechem, jednak po chwili zmrużyła oczy. Zapomniała, że o sytuacji na festynie. Ehh.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej