Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Thor Gromowładny:
- Gunsesie, czy daleko jest miejsce do którego porządamy. - zapytał
Eric:
- Tak będzie nawet ciekawiej - uspokoił elfkę, jasno dając do zrozumienia, że nie ma jej za złe tego, że zapisała go na tę wyprawę.
- Chociaż mam wrażenie, że trochę za dużo nowych Gunses zebrał. Niezbyt to pewna drużyna - mruknął pod nosem, obrzucając nowych towarzyszy badawczym wzrokiem. Zrównał tempo jazdy z elfką, by wiatr wiejący w uszy nie przerwał im brutalnie rozmowy.
- Tak, zaprosił mnie - uśmiechnął się lekko. - Dzisiaj sobie przypomniałem... Mówił mi to na pogrzebie, a wtedy byłem trochę nieobecny. No i w sumie nie sprecyzował co takiego ma, ale mam wrażenie, że nie mogę się mylić w tej kwestii - uśmiechnął się.
- Może wybierzemy się tam razem? Przynajmniej będę pewien, że czyściutki trafię do domu w nocy, niezależnie od tego, jak bardzo się zaleję - zachichotał lekko.
- ÂŻartuję oczywiście - dodał, mrugając do Nessy. Humor jakoś mu się polepszył, kto wie, może faktycznie wyprawa odciągała od niego niepotrzebne myśli? Albo elfka?
Gunses:
- Nasza wyspa jest ogromna, to zajmie trochę czasu, ale bez obaw. ÂŚnieg nie zasypał szlaków, powinniśmy szybko dobrzeć. W ogóle wiesz w którą stronę zmierzamy? - spytał chcąc upewnić się, czy członkowie mają świadomość w jaką część wyspy wyruszają. Jechali szybko. Konie szły raźno chcąc się rozgrzać. Nie zaskoczył nas żadna niespodzianka. Droga była pusta, usiana białym puchem. Przestrzeń pomiędzy drzewami zasnuwał opar mroźnej mgły, zaś na gałązkach krzewów wisiały zaschnięte owoce letniego słońca...
Jechaliśmy od kilkunastu godzin. W kulbakach. Było ciężko. Gunses jako Wampir nie czuł niewygody, był pełen formy, ale jednak musiał pamiętać o kompanach. Mimo ciemności Gunses wiedział, że zbliżają się późne godziny. Jechali jeszcze trochę, ponieważ Gunses szukał dobrego miejsca na przystań. Znalazł, kiedy zbliżała się jakaś 21 wieczorem. Oczywistym było, że większość kompani jechała z pochodniami oświetlając sobie i koniom drogę. Gunses jechał bez pochodni i robił oczami za konia, kierując klaczą tak jak powinna iść aby nic sobie nie zrobić. Zwierze przyzwyczajone do Wampira szło dało się prowadzić jak kukła na sznureczkach.
- Spójrzcie tam... - rzekł mając nadzieję, że kompania coś zobaczy. Wampir stanął w strzemionach i spojrzał w prawą stronę. Było tam urwisko, mały opad kilkunastu metrów, na którym rósł wielki Dąb. Pod nim, w dole była wolna od śniegu przestrzeń, porośnięta zamarzłą trawą
- Tam w dole! Jest tam idealne miejsce na postój. Objedziemy je dookoła, bo tutaj jest za duże osuwisko, konie mogłyby się połamać... - rzekł i ruszył dalej. Kompania za nim. Po kilkunastu minutach udało im się objechać owe miejsce i zjechać po dogodnej pochyłości. Kiedy dotarli na miejsce Gunses zsiadł z konia, po czym przywiązał klacz do drzewa. Zaraz potem rozkulbaczył klacz, a siodło postawił mniejwięcej po środku obozowiska. Poczekał na innych, bo musiał rozdać polecenia...
Thor Gromowładny:
Hydra słysząc słowa Gunsesa pojechał za nim. Gdy tam dotarli, powiedział - Co ja mam zrobić? -
Lord Hejgen:
Anims zrobił to samo co ork. Gdy dotarli na miejsce, powiedział - Gunsesie, a czym ja mam się zająć? -
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej