Diomedes jak gdyby nigdy nic schował różdżkę za pazuchę, otrzepał ramiona i zbliżył się do paleniska. Obrzucił nonszalanckim wzrokiem okopcone koce i ze stoickim spokojem podszedł do rożna, by odkroić kolejny kawałek mięsa, który zapalczywie wepchał sobie do ust. Walka zmęczyła go, czuł, że sama obecność allpina go osłabiła, tak więc starał się te siły zregenerować, między innymi przez jedzenie właśnie, które przez okoliczności, w których były spożywane, jeszcze zyskały na smaku i mile połechtały łaknące mięsa podniebienie Diomedesa.