Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Axel Ontero:
Zwróciłem się do Aharo:
- Ogień! Ogień to nasz największy sprzymierzeniec w tej walce! Podbiegłem do ogniska i wziąłem jakiś patyk, którego koniec się palił. Chwyciłem go tak jak chwyta się włócznie do rzutu, czyli mniej więcej na środku wycelowałem końcem, który się palił w potwora i cisnąłem prowizoryczną bronią w jego stronę.
Thor Gromowładny:
Uczyniłem to samo co Tzaro. Podbiegłem do ogniska wziąłem patyk podpaliłem go i ruszyłem z pochodnią na zjawę.
Gunses:
//Aharo, Mogul, Diomedes, Tzaro, Hydra
Największe straty zadała magia Diomedesa. Allpin był wyraźnie zły, wręcz wkurwiony. Ale to nie dało dużo... A ogień... Cóż ma sam ogień? Nic. Póki go się odpowiednio nie nazwie.
Gunses przyjechał z konikami na polanę. Miał nadzieję, że ktoś spróbuje je połapać. Sam zaś zeskoczył. Spojrzał na kompanię i..
- Hahahahahahahaha - zaczął się śmiać, widząc szermierzy z patykami i kijami na których palił się ogień. Iście piękny widok. Po czym podbiegł do nich i już w biegu wyrzucił szpon przed siebie, a z koniuszków jego demonicznej ręki posypały się iskry, a z dłoni wyprysnęła błyskawica. Jednak zrobiła gówno Allpinowi. Gunses jednak sobie coś przypomniał
- Macie artefakty? ÂŚwięte rzeczy naznaczone przez Zartata? - pytał swych towrzyszy
Rikka Malkain:
Słysząc zamieszanie w obozie, Garik już z mieczem w dłoni pobiegł w tamtą stronę. Widok nieco go zaskoczył. Alpin otoczony przez zakonników wymachujących płonącymi deskami, Gunses zaganiający spłoszone konie z powrotem na polane... Mówiąc ogólnie, całe obozowisko wyglądało jak przysłowiowy ogarnięty pożarem bordel. Na moment odszedłem i o to co się dzieje. Za przykładem innych postanowił posłużyć się ogniem. Wyciągnął różdżkę. -Ihigi!- efekt nie był dokładnie taki jakiego Wampir oczekiwał, ale zawsze jakiś. Gdy jeden z koni przebiegł obok niego, Garik przypomniał sobie o zwierzętach. -Cholera...- mruknął i ruszył za wierzchowcem. Trzeba je teraz wszystkie wyłapać.
Axel Ontero:
ÂŚwięte rzeczy? Nie wiedziałem o co mogło chodzić Gunsesowi.
-Jedyne co otrzymałem od Zartata była umiejętność Intuicja. Zastanówmy się co jeszcze posiadam?
Mam miecz ze srebra, tarczę zakonną i kolczugę ale nie są one błogosławione. Nic innego już nie posiadam- zamruczałem pod nosem po czym postanowiłem przejść się trochę z dala od hałasu by pomyśleć. Hmm.. Zartat jest potokiem Innosa boga, który miał władzę nad ogniem, czyi Zartat też nad nim władał. A to by znaczyło...
No przecież!! To my, my zakonnicy jesteśmy błogosławieni przez Zartata. Składaliśmy mu w ofierze własną krew, wtedy nas błogosławił. Czemu wcześniej na to wpadłem?! Czułem się dumny z samego siebie. Teraz trzeba to mądrze wykorzystać. Wróciłem do kompanów:
-Słuchajcie- zacząłem - już wiem co każdy zakonnik ma pobłogosławionego. Nic! To my zakonnicy jesteśmy błogosławieni. Składaliśmy krew Zartatowi w naszych żyłach jest jego święty ogień. Skorzystajmy z tego daru! - Po motywującej przemowie wyciągnąłem miecz, lecz już teraz wierzyłem, że mogę to coś przepędzić. Ruszyłem na Allpina, ale nie sam. Był ze mną Zartat, a właściwie we mnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej