Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Axel Ontero:
Usłyszałem swoje imię więc poszedłem w stronę głosu, który je wypowiedział. Okazało się, że był to Aharo i Hydra:
-Zgadza się w bractwie jestem dość długo i wiem co nie co. - zwróciłem się do Garika- Zwą mnie Tzaro Nebrax jestem rekrutem w Zakonie Braci. Jeśli chodzi o sposoby walki, jest to zależne od przeciwnika i możliwości zakonnika. Każdy wróg ma swoje słabe i mocne strony zarówno jak i zakonnik. Jeśli chodzi o pokonanie upiora- musiałem trochę pomyśleć- najlepszym sposobem bałaby magia ducha. Jednak takową nie potrafię władać. Drugim najlepszym na pokonanie ducha sposobem jest błogosławiona broń. Nie byłem pewny czy posiadałem takową broń, niby mam miecz ze srebra, który otrzymałem w bractwie. Ale czy jest on błogosławiony? Lepiej, żeby był.
Rikka Malkain:
-Hmm... Jeśli nadarzy się okazja, a może niedługo tak się stanie, to z chęcią popatrzę jak walczycie.- powiedział Wampir. -A teraz wybaczcie, ale opuszczę was na chwilę. Zobaczę, czy nic nie czai się przy obozie.- Po tych słowach wstał i odszedł kilkanaście metrów od ogniska.
Głównie chodziło mu o to by opróżnić pęcherz, ale rozejrzeć się dookoła też nie zaszkodzi.
Nessa:
Elfka starała się robić radosną minę do mrocznej opowieści Gunsesa, ale nie miała pewności, czy jej to wychodzi. Na przemian rozglądała się nerwowo lub zamierała, lub jadła jelonka, bo przecież jedzenie nie może się zmarnować, a żołądek odzywał się już od kilku godzin. Później przygotowała sobie miejsce do spania i opatulona szczelnie kocem, który miała przy siodle słuchała o straszydłach. Lubiła takie historie, jednocześnie ich nie znosząc. Bądź co bądź, była strachliwą elfką, lecz strach był taki jak po opowieściach starszych dzieci w młodości - boisz się, choć wiesz, że trzygłowa kobieta zjadająca dzieci z tego opowiadania nie może istnieć naprawdę. W tym przypadku akurat Nessa, że takie zło do członków Bractwa podejść nie powinno, a i bogowie powinni być drużynie przychylni, bo w końcu zmierzają w dobrym celu, a i długoucha modliła się regularnie. Dodatkowo Tinuviel nigdy nie zwracała takiej uwagi na rozstaje, więc może już wcześniej spędzała noc w ich okolicy?
- Czai? Przy obozie? - Nessa zamarła, choć wcześniej kręciła się trochę w swoim kokonie z koca. Już dawno uznała, że nie ma sensu udawanie chojraka, skoro opinię prawie wszyscy mieli o niej wyrobioną. - Nie masz jakiejś opowieści o dzielnych rycerzach albo słodkich kociętach, Gunsesie? Ja chcę spać!
Gunses:
Słyszał już to każdy. Każdy słyszał ten dźwięk. Każdy jednak robił dobrą minę do złej gry. Nikt nie chciał przyznać, że słyszy dźwięk naciąganego ciężarem sznura. Dźwięk, który każdy znał z miast, z tak zwanych Placów Wisielców. Każdy słyszał ten dźwięk. Dźwięk obciążonego truchłem wisielca sznura. Konie zarżały, poruszyły się dziko w swym stadzie. Gunses splunął obok siebie. Rozstaje... Kurwa mać... - pomyślał podnosząc oparty o siodło swój miecz. A był północ...
//Osoby z Intuicją wyczuwają jakąś ciemną siłę.
Eric:
Diomedes odpiął od siodła, o które się opierał, zrolowany koc. Ustawił się blisko ogniska, usadowił wygodnie i sporządził prowizoryczne legowisko, bardziej przypominające zaniedbany barłóg, z siodła i dwóch koców, którymi szczelnie się owinął. Położył się tak, by w dniu jutrzejszym nie doskwierały mu żadne bóle i wrażenie połamanych, wątłych kości i obolałych mięśni. Głową obrócony był w stronę ciemnego lasu. Zamknął oczy i spróbował zasnąć. Nadaremno. Coś trzymało go w stanie ciągłej trzeźwości. Wlepił więc wzrok w zalane mrokiem drzewa i z zachłanną ciekawością wpatrywał się w widzenia formujące mu się przed oczami w mroku. Był cholernie zmęczony, a mimo to nie mógł zapaść w kojący sen. Było to irytujące. Nie chciał jednak ukazywać swego strapienia towarzyszom, tak więc udawał miarowy oddech (co wychodziło w miarę wiarygodnie), co miało pozorować słodki i smaczny sen, którego zaletom oddawał się w tym momencie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej