Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach

<< < (25/73) > >>

Gunses:
Gunses już miał krzyknąć O kurde! Droga! lecz prześliczny uśmiech na twarzy Nessy powstrzymał każdy jego ruch. Ważny był tylko on, tylko ten uśmiech. Gunses w duchy żałował, że nie miał brata, w którego opłakiwaniu wspierałaby go Nessa. Gunses tak bardzo chciał ją bliżej poznać, tak bardzo chciał stworzyć silną i zdrową więź sympatii między nimi. Ale zawsze był pośród nich Diomedes. Chcąc tego, czy nie chcąc. Zawsze był. Zawsze oddalał ją od Gunsesa, zabierał dla siebie. Wampir wiedział, że gdyby był człowiekiem czy Elfem miałby u długouchej większe szanse nawet na zwykłą znajomość. Fakt, że Nessa zgodziła się na wyprawę ucieszył Gunsesa jak mało co. Myśl o kilku chwilach, które mógłby spędzić z Nessą na rozmowie, myśl o możliwości patrzenia na nią jak krząta się przy koniu czy kiedy śpi... Bolało, że nie robiła tego dla niego. Tylko dla Diomedesa. Zaczynał dostrzegać, że Nessa zdawała się dokonać już pewnych wyborów. Wampir mimo to uśmiechnął się naturalnie, bo czy można było inaczej przed taką dziewczyną? Na pewno nie.
- Nie dziękuję, pewnie wiesz, że ludzka strawa mi nie służy - powiedział - Ale Ty się częstuj. Pewnie jesteś głodna... - rzekł i obrócił się niespokojnie. To co powiedziała mu niepokoiło go.
- Jeśli tu była droga, to.. To właśnie jesteśmy na rozstajach - mówił nie wiadomo do kogo - ÂŻadnego posągu, żadnej paliczki - wymieniał rozglądając się - Nic dziwnego, że konie są niespokojne... Jesteśmy na rozstajach...

Nessa:
Nessa już miała krzyknąć O kurde! Rozstaje! lecz po pierwsze nie przeklinała, a po drugie pojęcia nie miała, co takiego nietypowego jest w ich położeniu. Droga nie wyglądała na uczęszczaną, więc w czym problem? Oj, elfka musiała jeszcze wiele nauczyć się o podróżowaniu.
Zdjęła rękawiczki i sięgnęła po kawałek mięsa, a następnie zerknęła w kierunku Nivellena, który zdawał się być nieobecny, ale może to i lepiej. Powinien ułożyć sobie myśli. Czuła się jak kapłan w celibacie, który wypowiada się na temat pożycia małżeńskiego - pojęcia nie miała, jak to jest kogoś tak bliskiego stracić.
- Jesteśmy na rozstajach... - zrobiła znaczącą przerwę, która pozwalała na wyjaśnienie Gunsesowi, co w tym takiego niepokojącego. Ugryzła kawałek jelonka, który jeszcze niedawno hasał po okolicy. Hrabia mógł być zmartwiony umiejscowieniem, ale Nessa w takiej kompanii i przy ognisku czuła się bezpieczna. Zdawało jej się, że tylko głupiec zaatakowałby w nocy grupę, w której znajdowała się para wampirów. Nie znała Garika i jego umiejętności, ale ponoć to on przejął władzę w Sabacie, więc musiał być doświadczony w opinii Tinuviel. A Cadacus, to Cadacus. Osoba, z którą można pójść na koniec świata z zamkniętymi oczami szczególnie w hemis. Uśmiechnęła się ponownie.

Gunses:
- Widzisz Nesso - rzekł Gunses - Pewnie podróżując napotykałaś się na posągi bogów, albo kapliczki im poświęcone? W ostateczności drewniane lub nawet słomiane figurki bożków, czy jakiś wiejskich duszków? Tego jest masa. Na rozdrożach od wieków stawiano takie figury. Wyjedź na wieś, zobaczysz że na wielu rozdrożach znajdziesz charakterystyczny znak. Spowodowane jest to wierzeniami prostego ludu, dawnymi, ale zapiekłymi. Ludzie wierzą, że na rozstajach dróg czai się zło. ÂŻe rozstaje są przesiąknięta złą siłą, czarnymi mocami. ÂŻe tutaj spotykają się demony by upiec człowieka i zjeść, że tutaj spotykają się wiedźmy by czynić swe czary i gotować wywary w kociołkach, że tu zbierają się zmarli i duchy, aby odtańczyć swój potępieńczy taniec, a potem zabrać kolejnego człowieka z tego świata. Na rozstajach czyha wilkołak czy wampir, baba jaga czeka na zabłąkane dziecko, albo żeby rzucić czary na podróżnych. Nekromanta tutaj budzi swe sługi. Czarny Mag tutaj przywołuje demony. Tutaj kochankom przychodzi do głowy myśl, aby podciąć sobie żyły. Tutaj ucieka złoczyńca aby się powiesić. Tutaj nocami straszą duchy i zjawy. Dlatego rozstaje przez wieków były i będą czymś złym w oczach ludów. Dlatego stawia się kaplice z ogniem, czy posągi bogów. Cokolwiek, aby oddalić zło, które drzemie na rozstajach. Nic dziwnego, że konie się płoszą. W każdej bajce jest ziarno prawdy... - podobała mu się rozmowa. W sam raz. Noc. Las. Ognisko. I mroczne opowieści... Iście ciekawie.

Axel Ontero:
Jedząc podanego mi przed chwilą jelenia, wsłuchiwałem się w rozmowy towarzyszy. Najbardziej spodobała mi się historia Gunsesa była długa ale nie nudna. Gdy zjadłem, postanowiłem wziąć sobie koc, który był przywiązany do siodła i położyć się koło ogniska. Nie było aż tak zimno więc do połowy okryłem się zdjętym przed chwilą płaszczem. Leżałem ale jakoś nie miałem ochoty na sen. Położyłem się bo miałem wiele rzeczy do przemyślenia, a na leżąco lepiej mi się myśli.

Rikka Malkain:
Garik usiadł na kamieniu nieopodal ogniska.-Może i tak. Jednak ta tych rozstajach czyhają już aż dwa Wampiry.  Daleko jeszcze do tych Wyrębów? Chyba jeszcze nie byłem w tej okolicy...- po tych słowach zerknął na swoich towarzyszy. Trzech zakonników. Doszedł do wniosku, że nie widział wcześniej żadnego brata zakonnego walczącego z upiorem, lub czymś w tym rodzaju. Ciekawiło go trochę, czy mają jakieś własne, specjalne metody walki z takimi przeciwnikami.   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej