Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach

<< < (24/73) > >>

Eric:
Dotyk elfki dotarł do niego jakiś taki stłumiony, prawdopodobnie nieco załagodziło go grube odzienie Diomedesa, ale mimo wszystko zdawał się on przychodzić zupełnie z innej rzeczywistości i jakby przeczył prawom, którym ten wymiar realności, w którym teraz nurzał się zasmucony mężczyzna. Lekko zdezorientowany podniósł głowę i z trochę melancholijnym wyrazem twarzy spojrzał na Nessę, której wyraźnie udzielił się nastrój Diomedesa. Trochę go podbudowało to, że elfka tak bardzo się z nim liczy. Choć czasami taka czułość zmiękcza tak, że aż daje upust gromadzącemu się smutkowi. Temu Nivellen zapobiegł.
- Co? - wymamrotał trochę niezrozumiale. Dopiero po chwili dotarł do niego sens słów elfki.
- Nie wiem... - odparł jakimś brzęczącym dziwnie tonem. - Znowu mnie uderzyła ta świadomość, że nie ma już ze mną Anva - dodał ze smutnym uśmiechem, jakby kpił z własnego losu, który wręcz groteskowo zniszczył dotychczasową rzeczywistość Diomedesa, do której ten gotów byłby czepić się strzępkami paznokci, byle ją zatrzymać.
- Chyba pójdę spać - dodał i raz jeszcze spojrzał na jelenia obracającego się na rożnie. Zaburczało mu w brzuchu. Jakby wbrew sobie, byleby tylko zaspokoić narastającą potrzebę ciała i nie przysparzać problemów sobie, ani później towarzyszom jedynie ze względu na wahania samopoczucia, odciął sztyletem pozostawionym przez Gunsesa w mięsie porcję dla siebie i beznamiętnie zatopił w niej zęby. Walory smakowe, choć niewątpliwie najwyższej jakości, nie stanowiły teraz dla Diomedesa żadnej wartości. Przeżuwał je praktycznie automatycznie. Każde poruszenie szczęką było takie samo, a wyraz twarzy nie zdradzał szczególnego zadowolenia ze spożywanego posiłku. Równie dobrze mógłby teraz jeść trawę. Choć ona może nie przechodziła z takimi trudnościami przez zaciśnięte gardło.

//Mamy my tu jakiś prowizoryczny namiot czy coś?

Gunses:
//A zabrałeś/Rozbiłeś? No właśnie... Ale przy każdym siodle są zrolowane koce czy płaszcze. Ustaw się blisko ogniska, z drugiej osłoń się siodłem, narzuć na siebie swój płaszcz i koc i przekimasz. Są - 4 stopnie mrozu. Bezwietrznie.

Thor Gromowładny:
- Super, dawać to mięso - gdy to powiedział wziął nóż i odciął kawałek mięsa jelenia.

Gunses:
- Kurde... - Gunses zajrzał pod koc, który oddzielał go od ziemi. I zauważył kamienie. Znał takie kamienie. Ciosane, aby koła wozów szły równo. To kamienie z traktu.
- Skąd tutaj takie kamienie? - rzekł nieświadomy dawnego traktu. Ktoś mógłby go oświecić.

Nessa:
Nessa już myślała nad odpowiednio delikatną odpowiedzią na wyznanie Diomedesa, ale hrabia poruszył kwestię, o której zupełnie zapomniała i uznała ją za nieistotną, choć widocznie nie powinna. Postanowiła szybko odpowiedzieć, nim Nivellen zabierze głos, bo wydawało jej się, że z ich nieuwagi mogłoby wyniknąć coś złego. Chociaż... Przecież to stary trakt! Nieważny. A jeśli już to trakty powinny być bezpieczne, prawda?
- Ten... No... Bo tutaj kiedyś chyba biegła jakaś droga. Przynajmniej tak to wyglądało. Ale staaara! - Machnęła dłonią, by podkreślić jak wiekowa była to ścieżka. Kilka lat spędzonych w ÂŁowcach, zwanych teraz Krukami, sprawiło, że elfka poczuła, jakoby zdała wcześniej niekompletny raport. By zatuszować ten drobny błąd, uśmiechnęła się zdecydowanie za szeroko do Gunsesa i wskazała na pieczeń:
- Jeszcze jelonka?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej