Tereny Valfden > Dział Wypraw

Biała rewolucja - Początki

<< < (4/13) > >>

Anette Du'Monteau:
Na horyzoncie pokazały się pierwsze, niewielkie domki świadczące o tym, że dotarłeś do wioski. Nie było to jakieś centrum życia i handlu. Ot co zwyczajne miejsce życia kolejnej grupki ludzi. Można było się domyśleć, iż wszelkie bandy parające się kradzieżą i ogólnie pojętym złodziejstwem, wybierają sobie własnie takie spokojne miejsca na własne kryjówki.

Istedd:
- No dobrze, mój dzielny wierzchowcu, trzeba teraz mieć się na baczności! Wy bardziej jesteście wyczulone, toteż gdyby coś miało się stać poinformuj mnie o tym. - powiedział śmiertelnie poważnym głosem i jedną dłoń odruchowo cofnął po miecz. Raz jeszcze cały teren objął wzrokiem, aby upewnić się, że nie ma tam krytej żadnej pułapki. Skupiał wzrok na jednych chaszczach, potem na kolejnych i tak cały teren zlustrował. Powtórzył tą czynność raz jeszcze i znalazł się wreszcie blisko wioski. Na tyle, by podziwiać dokładnie ściany chat. Starał się dalej nie zwracać na siebie uwagi i nie prowokować ewentualnej napaści zachowaniem - poruszał się więc miarowo w rytm końskiego chodu i sprawiał pozory gotowości na ewentualną napaść - obserwator wszak mógłby dostrzec, że jedną dłoń trzyma na rękojeści miecza i rozgląda się dokoła spod kaptura. Raczej chyba nie sądził, że ewentualni bandyci będą posługiwali się bardziej wyrafinowanymi komunikatami. Treść miała więc być prosta - gotowość do obrony przed napaścią. Nie chciał mieć kłopotów.

Anette Du'Monteau:
W wiosce nie działo się nic podejrzanego. Mieszkańcy od czasu do czasu wyszli do sąsiadów, a poza tym słychać było jedynie gwar domowych rozmów i ujadanie uwiązanych psów.

Istedd:
Bardzo powoli oddalił więc dłoń od miecza. Uznał, że skoro nie napadli go od razu, to raczej uczynią to później. A do tego czasu trochę jeszcze brakowało, dodatkowo wierzył w swą siłę, aby odeprzeć napaść. Miał poza tym ukrytą broń. Dosłownie asa w rękawie. Chwilę jeszcze dumał czy dobrze uczynił, aż wreszcie odprężył się całkiem. Lecz tylko pozornie. W duszy nie tracił uwagi i kątem oka obserwował mijane domy. Nadal koń szedł wolno, a wraz z nim równie wolno poruszał się jeździec. W myślach dalej zastanawiał się, jak rozpozna poszukiwany dom. Postanowił skierować się do centrum wsi - czyli iść jeszcze przed siebie. Przeszył wzrokiem jednego psa. Jakoś nie lubił tych zwierząt. Szczególnie takich, które ujadały jak szalone i szczerzyły kły. Odpowiedział takim samym grymasem spod swych majestatycznych wąsów i brody, ale zwierzę dalej szczekało. Olał więc je i jął obserwować ludzi - abociem coś odkryje?

Anette Du'Monteau:
Domostwo raczej ciężko było rozpoznać po samym wyglądzie i powiedzieć, że akurat to kryjówka bandy. Może było dobrym pomysłem zasięgnąć gdzieś języka?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej