Tereny Valfden > Dział Wypraw

Antagonista

<< < (11/12) > >>

Patty:
Patrząc, jak nekromanta umiera oparłam się na mieczu, oddychając głęboko. W krótkim czasie rzuciłam zbyt wiele zaklęć, to było pewne. Gdy mag wydał ostatnie tchnienie wyprostowałam się, chowając Kołysankę z powrotem do pochwy. Kolejna żywa istota ukołysana do wiecznego snu. Ale to tylko nekromanta, wykorzystujący niewinne istoty do haniebnych eksperymentów. Czyn moralnie nieskazitelny. No i byłam z siebie zadowolona. Byłam w stanie powalić maga. Co prawda nie dość czysto, jednak trening czyni mistrza. Jeszcze będą okazje. Ostatni raz odetchnęłam głęboko i ruszyłam do wyjścia.

Anette Du'Monteau:
Zabiłaś niemal wszystko co stanęło na twojej drodze. Odkryłaś też dziwne notki i listy, więc jedyne co zostało to opuścić to paskudne miejsce, a potem poinformować wieśniaków.

Patty:
Na chwilę jeszcze podeszłam do ciała nekromanty, sprawdzając, czy ma coś ciekawego w kieszeniach  Wszelkie ewentualne fanty wrzuciłam do kieszeni i szybko zeszłam po schodach na dół, a dalej podążałam już ścieżką, którą poznałam, dokładnie po swoich śladach. Piwnica wciąż była zatrważająco mroczna, co jednak mi nie przeszkadzało, pamiętałam drogę. Wyszłam w końcu na świeże powietrze, odetchnęłam głęboko po stęchliźnie siedliska nekromanty. Las przykrył już pierwszy śnieg, który musiał spaść w czasie, gdy ja przeszukiwałam chatę, co nieszczególnie mnie dziwiło, moja krótka wyprawa wypadła akurat na koniec jesieni. Wysokie buty zachrzęściły na śniegu, płynnym ruchem naciągnęłam kaptur na głowę i ruszyłam w stronę wioski.

//znalazłem coś?

Anette Du'Monteau:
Nekromanta nie miał nic ciekawego przy sobie. Teraz czekała cię wyłącznie droga powrotna przez śnieg wprost do wioski. Trzeba było poinformować wieśniaków o całej sprawie. Szlak powrotny nie był już tak dokładnie widoczny, ale też nie na tyle zasypany aby nie dało się przejść.

Patty:
Westchnęłam cicho i ruszyłam w drogę powrotną. Byłam nieco wycieńczona kilkoma starciami i dużym zużyciem energii magicznej, ale iść trzeba, wszak nie przyleci po mnie wielki orzeł i nie zabierze do domu. Peleryna wzdęła się nagle, poruszona zimnym, zimowym wiatrem, a sama wzdrygnęłam się lekko i okryłam szczelniej, by ochronić się przed mrozem. Jednocześnie wyjęłam zza pasa ozdobną tabakierę, którą swego czasu wyszperałam w magazynach Bractwa. Na jej dnie był wygrawerowany herb Zakonu Braci. Lubiłam ją, zawsze mi się wydawało, że tabaka jest z niej lepsza. Wciągnęłam po szczypcie do nozdrzy, rozkoszując się przyjemnym, tytoniowym orzeźwieniem w nosie. Teraz dało się maszerować. Zaciągnęłam się jeszcze głęboko i raźniej ruszyłam do wioski.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej