Tereny Valfden > Dział Wypraw
Antagonista
Anette Du'Monteau:
-Oho, panienka z zamku. Rozchodzi się o nasze dzieci, które ostatnio przepadają bez śladu. Ale te tu chłopy nie chcą się nawet ruszyć, żeby ich poszukać. Jeno uni najlepiej by nowe robili. Panienka nas rozumie, prawda? - ozwała się kobieta wyglądająca na najstarszą
Patty:
- Rozumiem, rozumiem, dziecko rzecz święta, porzucić takie nie sposób - spojrzałam z góry groźnym wzrokiem na mężczyzn, dając im do zrozumienia, że ich postawa jest wybitnie karygodna i powinni głęboko zastanowić się nad własnym zachowaniem - Cóż, w każdym razie, mogę wam pomóc. Powiedzcie tylko dokładnie, co się dzieje i gdzie śladów szukać, a zaraz się tym zajmę.
Anette Du'Monteau:
-W lesie panienko. Jak zniknęło już parę to zakazaliśmy im chodzić, ale panienka wie jak to jest z dziećmi i owocem zakazanym. Jeszcze bardziej uni chcą tedy pójść. Podobnież jakiś samotnik osiedlił się w głębi i un jakoby magią się para. Ale my nie pewni czy un dobry, czy un zły jakowyś.
Patty:
- I pewno jeszcze na nietopyrzach lata... - mruknęłam do siebie i zeskoczyłam na ziemię, klepiąc konia po karku - Zaopiekujcie się nim, ja idę poszukać dzieciaków - po tych niesamowicie heroicznych słowach zostawiłam mego dzielnego rumaka i ruszyłam w las, w stronę, którą wskazali mi uczynni wieśniacy. W sumie nie byli tacy źli. Prości było odpowiednim słowem.
Anette Du'Monteau:
-Nie, gdzie tam nietopyrze. Niedźwiedziopyrze panienko! - krzyknęła z daleka kobieta. Ty jednak szłaś spokojnie przez pierwsze metry lasu. Drzewa i krzewy nie były tu jeszcze tak gęste co pozwalało na większą orientację w terenie. Jedynie ten zlewający się z wszystkim żółty i pomarańczowy kolor mógł niektórzy doprowadzić do szewskiej pasji. Dobrym ujęciem tego misz maszu barw był epitet "oczojebne".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej