Tereny Valfden > Dział Wypraw

Antagonista

<< < (3/12) > >>

Patty:
Miałam ochotę odkrzyknąć coś wyjątkowo wulgarnego, ale dałam sobie spokój, wszak charakter nie powinien dominować w większości relacji międzyludzkich. Patrzyłam bystro na las spod białego kaptura, starając dostrzec coś interesującego czy też niecodziennego na tle jesiennego lasu. Póki co nic takiego nie widziałam, zatem spokojnym krokiem maszerowałam dalej wgłąb drzew.

Anette Du'Monteau:
Grunt częściowo był wyłożonym złotym listowiem, a częściowo paskudnym błockiem. Lekki deszcz rozmiękczył grunt przez co poruszanie się na tym terenie nie należało do najprzyjemniejszych. Mimo to brnęłaś dalej w głąb lasu.

Patty:
Brnąc przez cokolwiek grząski i raczej nieprzyjemny grunt zastanawiałam się, co mnie podkusiło, by na przededniu zimy pchać się na jakiś wygwizdów i szukać małych, wiejskich dzieci, które jak wiadomo pojawiają się bardzo szybko. Ktoś powiedziałby, posługa, lecz w takich chwilach poważnie zastanawiałam się nad zmianą fachu, bo w końcu profity wynikające z błądzenia na mrozie po zakazanym lesie nie były takie znowu najwyższe. A już inna sprawa nadstawiać karku za parę szczeniaków. Cóż, jak to kiedyś mądrze powiedział mój kapitan, wręczając mi mop do wycierania pokładu, praca nie hańbi, szłam zatem dalej.

Anette Du'Monteau:
W końcu, gdzieś w oddali pojawił się kontur przedstawiający niewielki dom. Z kominka unosił się niewielki dym, a polana wokół domostwa była regularnie przycięta. Teraz kiedy mogłaś podejść bliżej, zauważyłaś, że nie ma żadnych widocznych drzwi na zewnątrz. Trzeba było się przyjrzeć dokładniej temu domowi.

Patty:
Nieco się zdziwiłam, widząc przed sobą mały domek, wybudowany w środku lasu. Nie kojarzyłam żadnego pustelnika w tych okolicach, choć znałam je całkiem nieźle, często tu bywałam. Teraz zbliżałam się szybkim marszem do chałupy, zastanawiając się, co mogę tam ciekawego odnaleźć. Może w pełni już rozłożone zwłoki jakiegoś odludka. W sumie chyba tylko na to liczyłam, bo nie bardzo chciało mi się wierzyć w złego nekromantę, mieszkającego za wioską i porywającego dzieci. Kojarzył się z pewnym czarodziejem z dzieciństwa, który szczerze nienawidził swoich małych, niebieskich sąsiadów. Otrząsnęłam się i zbliżyłam do domu, szukając, o dziwo, drzwi. Zaczęłam spokojnie obchodzić chatę dookoła, szukając wszelakich szczegółów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej