Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kapitańska powinnność
Istedd:
Nie było czasu myśleć nad kolejnymi krokami. Pora była działać. A Istedd działał instynktem. Poświęcił temu swe życie i widać słusznie, bo minęło go zdradliwe pchnięcie - nawet nie drasnęło! Cud mniemany. Kruk wyprowadził szybką zastawę przeciw cięciu strażnika, jednocześnie rzucił się na biurko. Prześlizgnął się przez nie z hukiem upadł na podłogę. Oczywiście w międzyczasie zrzucił wszystkie przedmioty, które były na owym miejscu. Planował wpaść w kapitana całą swą masą ciała i obalić go. Dobrze, że tego nie uczył. Zbyt było to ryzykowne. Wystarczyła prosta linia, a byłoby po byłej moczymordzie. Szybko podniósł się z podłogi i wykonał krótkiego młynka ostrzem. Znowu zwiększył dystans kapitana od siebie (ten chyba nie chciał wpakować się pod ostrze). Teraz stał naprzeciw przeciwników. Było ich dwoje. W tym jeden ranny. Pozostawało więc zranić ważniejszy cel. W przypływie adrenaliny nie czuł możliwej rany, którą mógł otrzymać w czasie prześlizgiwania się przez biurko. Postąpił krok do przodu, jednocześnie zadając szybkie pchnięcie w szyję kapitana. Natychmiast po tym cofnął się i zadał szybkie cięcie w lic - lewy policzek. Dyszał już i pot wstąpił na jego czoło.
Anette Du'Monteau:
Pierwszy cios znów zdołał odbić. Drugi już nie stworzył takiego zagrożenia. Klinga prześliznęła się po chronionym kolczugą obojczyku kapitana. Przy rzeczach zwalonych z biurka zauważyłeś załadowaną kuszę. Widać starszy kapitan musiał ją tu trzymać na jakąś ewentualność, a w efekcie już niemłodego wieku zapomnieć w ogóle o jej istnieniu. Bogowie dali ci szansę.
Nazwa broni: Kusza strażnicza
Rodzaj: kusza
Zasięg: 70 metrów
Precyzja: 50%
Opis: Wykonana z 50 kawałków drewna. Przebija każdy rodzaj niemagicznego pancerza, poza zbrojami bojowymi.
Wymagania: Walka bronią dystansową [50%]
Istedd:
Cholera. - pomyślał jedynie widząc kątem oka kuszę. Bogowie rzeczywiście dawali mu szansę. Grzechem byłoby nie skorzystać. Pierw jednak musiał ochronić się od nachodzących być może ciosów. Sparował oburącz dalej trzymając miecz nadchodzące cięcie. Wyprowadził szybką kontrę w zerk. Nie miał zamiaru trafić, zresztą i tak nic nie zdziałałby przeciw kolczudze tamtego. Po prostu odpędził ich od siebie. Zachowywał podstawową zasadę utrzymywania należytego dystansu. Krokiem jednym stanął przy kuszy. Chciał zrobić efektowny sztuczkę i podrzucić kuszę nogą. Uczynił tak, lecz nie zdołał jej pochwycić. Raz jeszcze za to przerzucił broń, tym razem do prawej ręki i zdał zdradliwe cięcie. Oponent musiał się cofnąć. Wtedy też błyskawicznie schylił się po naładowaną broń. Wyprostował się szybciej jeszcze, niż opróżniał kiedyś kufle piwa, wymierzył tamtemu w pierś i nie celując dokładnie wystrzelił. Teraz wszystko ostawało w rękach Pani Fortuny. Porzucił broń i korzystając z zamieszania ciął celując tamtemu w środek głowy. Całą siłę włożył w to uderzenie potęgowane kolejnym razem trzymania broni oburącz.
Anette Du'Monteau:
Bełt przebił kolczugę i wbił się w wnętrzności sierżanta. Ciałem Francisa targnął impet pocisku, więc miecz zahaczył nieznacznie o głowę rozcinając skroń i czoło. Wątpliwe było, żeby mógł po tym się jeszcze podnieść. Zdenerwowany już kapitan uderzył trzema prostymi cięciami, a potem uderzył zza głowy używając całej siły ramion.
Istedd:
Odetchnął spokojnie w międzyczasie szybkich wdechów oraz wydechów. Przynajmniej trafił. Jeden przeciwnik został wyeliminowany. To było ważne. Jednakże teraz kapitan przeszedł do ataku. Odbił pierwsze cięcie oraz drugie bez problemów. Prostymi zastawami. Jednakże nie zdołał kontratakować. Trzecie proste cięcie sparował samym końcem miecza, ledwo się od tego uchylając. Już miał wyprowadzić szybkie pchnięcie jako odpowiedź, lecz tamten zamachnął się potężnie. Istedd znowu zadziałał wiedziony impulsem. Rzucił się w tył uderzając o ścianę. Mimowolnie zastawił się. Dystans kapitana oraz dawnej moczymordy dzielił o biurko. Cud mógł tylko sprawić, że tamten nie zapanuje nad ostrzem i ugrzęźnie ono w drewnie mebla. Dla pewności zastawił się również prostopadle do cięcia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej