Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kapitańska powinnność
Istedd:
Istedd chwile zastanawiał się nad planem. Właściwie to, co utworzył można by jedynie uznać za scenariusz scenariusza planu, ale i tak postanowił go wykorzystać. Zsiadł z konia i prowadząc go za uzdę podszedł do strażników. Starał się na spokojny, dość monotonny ton głosu.
- Strażnicy, okradziono mnie niedawno. Proszę o wizytę z kapitanem... mój pan nie będzie zadowolony, jeżeli dowie się, że strażnicy nic nie robią w celu złapania złodziei. A mój pan to sir baron Alard, nie byle kto! Macie więc natychmiast poprowadzić mnie do swego dowódcy!
Anette Du'Monteau:
Jeden z strażników zaczął drapać się po głowie nie wiedząc co odpowiedzieć na twoje słowa. Drugi, nieco bardziej rozgarnięty przejął inicjatywę.
-A jakiś znak na prawdziwość waszych słów macie panie? Kapitan nie lubi jak mu się przeszkadza z byle powodu, a był już przypadki, że ludzie kłamali tak żeby tylko się szybciej dostać do pana kapitana.
Istedd:
- Znaki? ÂŻądacie znaków?! Spójrzcie tylko na moje odzienie! Baron Alard uposażył swych w takież odzienia, gdyż pochodzimy z daleka! A teraz jeszcze, tutaj, w tym zasranym mieście (przepraszam za wyrażenie) zostaliśmy okradzeni! Jeżeli nawet to cię nie przekonuje to spójrz, że jestem uzbrojony, jak na woja przystało. - to powiedziawszy ukazał tamtemu kołczan ze strzałami, łuk oraz miecz. Ton jego głosu (sprytnie manipulowany) stawał się nieco zdenerwowany i naglący. Musiał się wykazać niezłymi zdolnościami aktorskimi. Po chwili wpadł jeszcze na jeden pomysł. Wyciągnął zza pasa pustą sakiewkę na pieniądze i rzucił ją na drogę.
- Proszę! Sakiewka jest pusta, cholera, a była pełna zanim tu wjechaliśmy! Jest przecięta! - rzekłszy to wskazał na rzeczywiście rozciętą sakiewkę. Przez przypadek rozerwał ją, kiedy dawał pieniądze nauczycielowi. Poza tym była to sakiewka już stara i wymiętoszona, toteż łatwo uległa zniszczeniu.
Anette Du'Monteau:
Strażnik nie chciał się narażać nieznanemu szlachcicowi, więc uznał że sobie odpuści.
-Już spokojnie! Właź i idź się rozmówić. Kapitan przesiaduje na najwyższym piętrze, w swoim gabinecie. Pamiętaj, że na początku musisz zapukać.
Istedd:
- Ta! - odburknął jedynie. Nie raczył podnieść rzuconej, starej sakwy. Uznał, że i tak dostanie nową w siedzibie. Zajął się tedy wchodzeniem po schodach, pierw jednak przeszedł przez straże. Z trudem powstrzymał się od wybuchu radosnego śmiechu i ledwo tłumił uśmiech. W końcu dotarł na najwyższe piętro. Rozejrzał się po nim dyskretnie i poprawił miecz przy pasie. Stanął przed drzwiami, które najbardziej wyglądały mu na zadbane. Poprawił łuk i zapukał. Odrzucił pomysł otworzenia drzwi kopnięciem i strzeleniu na ślepo z łuku z dwóch powodów. Po pierwsze mogłyby być tam osoby postronne, a wtedy mógłby pomylić kapitana. Po drugie drzwi mogłyby wytrzymać, a wtedy trudno byłoby mu zatuszować sprawę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej