Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kapitańska powinnność
Anette Du'Monteau:
Z środka nie było słychać żadnego odzewu. Dało się słyszeć jedynie rytmiczne postukiwanie w blat stołu.
Istedd:
Istedd uznał tedy, że można wejść do środka. Westchnął przy tym sam do siebie i skupił swą uwagę. Nie chciał popełnić błędu. Upewnił się, że twarz jego jest skrywana przez kaptur. Nacisnął mocniej klamkę i pchnął drzwi.
Anette Du'Monteau:
Po środku pokoju stało biurko, a za nim w sporym i wygodnym fotelu siedział nieco starszy już mężczyzna. Ciemne brązowe włosy zdawały się lekko siwieć przy końcówkach, podobnie krótko ostrzyżony wąsik. Zauważyłeś, że jedno oko spogląda bezpośrednio na Ciebie. Czuć w nim było pewną przenikliwość. Miałeś wrażenie jakbyś był zającem, który widzi przyglądającego mu się jastrzębia. Dopiero, gdy oderwałeś na chwilę wzrok dostrzegłeś, że drugie oko jest zmętnione i prawdopodobnie nie widzi na nie.
Kapitan
Uzbrojony w:
1.
2.
3.Nazwa broni: Miecz kapitana
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 22
Wytrzymałość: 14
Opis: Wykuty z 55 sztabek stali o zasięgu 0,9 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [75%]
4.Nazwa broni: Mizekorydia
Rodzaj: sztylet
Typ: jednoręczny
Ostrość: 22
Wytrzymałość: 14
Opis: Wykuty z 25 sztabek stali o zasięgu 0,3 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [75%]
Odzienie:
Nazwa odzienia: Zbroja kolcza
Rodzaj: zbroja niepłytowa
Typ: zbroja kolcza
Wytrzymałość: 21
Opis: Wykuta z 150 sztabek żelaza.
Wymagania: Używanie zbrój niepłytowych
Specjalizacje walki:
Walka bronią sieczną - Zaawansowane techniki walki [75%]
Umiejętności nabywane:
-Hart ciała
-Ciało atlety
-Używanie zbrój niepłytowych
Umiejętności rasowe:
-Potencjał magiczny
-Potencjał chemiczny
-Ciało z gliny
-Ulubieniec bogów
-Bystry umysł
Istedd:
Zanotował w głowie szybko położenie biurka i kilku innych, niepotrzebnych mebli. Spojrzał się w oko tamtego równie głęboko jak padało jego spojrzenie. Istedd lubił patrzeć ludziom w oczy do momentu, aż przeglądał się w nich. Wtedy czuł się dziwnie. Owszem, poczuł się nieco dziwnie, ale nie dał po sobie tego poznać. Skłonił się sztywno.
- Witaj, jestem przybyszem z daleka, okradziono mnie i mojego pana. Przyszedłem tutaj zgłosić, że waszeci ludzie chyba ze strażnikami prawdziwymi mają niewiele wspólnego. - rzekł tonem nieco kpiącym. Uważał, że w ironię i chęć dogryzienia wyposażyliby się okradzeni przybysze. Zamknął za sobą drzwi.
Anette Du'Monteau:
-Zapewniam cię nieznajomy, że moi ludzie dają z siebie wszystko. Po prostu teraz byli zajęci inną, poważniejszą sprawą...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej