Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Dragosani:
- Od kiedy to młode kobiety noszą męskie imiona? - zapytał Severus. Bardzo nie podobały mu się słowa dziewki. Ale oczywiście nie miał zamiaru tego okazać. Nie chciał dać jej satysfakcji. - No chyba, że Ronald uznał za świetny żart podanie akurat takiego imienia. Naprawdę zabawne. Ale, jak błyskotliwie zauważyłaś, jestem nowy, przez nie łapie jeszcze waszych grepsów. Wybacz więc. - odparł, również cicho, śmiertelnie poważnym tonem. - Teraz, mój ciężki pomyślunek, radzi mi dokończyć... hmm... pracę, aby nie wzbudzić podejrzeń. Nie możesz przecież powiedzieć tego co wiesz tutaj. - zerknął przez ramię, jakby spodziewając się stojącego za jego plecami strażnika. - Gdzie możemy się później spotkać?
Anette Du'Monteau:
-Miło mi, jestem Arronefalia. Dla przyjaciół Arron. - odpowiedziała na zarzut. -Można chwilę pomówić po wieczerzy. Wtedy jest odrobina czasu. A teraz lepiej w takim razie zacznij rąbać te drwa.
Dragosani:
Severus był z reguły miły dla dam, dziewek i tym podobnych, więc przysłowiowo ugryzł się w język, zanim skomentował imię dziewczyny. Lecz w myślach osądził, że jej rodzice musieli być parą sadystów, zaś ona sama zapewne miała ciężkie dzieciństwo, wśród rówieśników. Uśmiechnął się niemrawo.
- Miło poznać. Po raz kolejny. Severus - przedstawił się. Jako, że dziewczyna mówiła z sensem, co niezmiernie denerwowało Seva, bez dalszych i zbędnych słów odwrócił się i udał się do pieńka. Chwycił za siekierę i zaczął rąbać drewno.
Anette Du'Monteau:
Nie byłeś zbytnio przyzwyczajony do tego typu wysiłku. Nie dość, że zajęcie było męczące to jeszcze szczapki drewna, jak na złość przybierały kształty inne niż to było konieczne. Złośliwość przedmiotów martwych?
Dragosani:
Albo też sił wyższych. Na jedno wychodzi. No może nie do końca "na jedno". W każdym razie, efekt był jednakowy. Mimo to Sevuś próbował dalej. Dawniej z rzadka używał tego typu narzędzi. Zarabiał na życie mieczem, sztyletem, lub słowami "Stój, to napad". Więc z siekierami, toporami, młotami, halabardami i tym podobnymi narzędziami, tudzież broniami nie miał zbyt wielkiego kontaktu. Efekt tego był widoczny. Kawałki drewna nie wyglądały zbyt estetycznie i równo. Kruczy adept podejrzewał, że to kwestia tego, jak trzyma rękojeść siekiery. Jednak za nic nie mógł znaleźć właściwego uchwytu. Już wolał "ciachać" mieczem, niekoniecznie drewno. Tak dla lepszego efektu wizualizował sobie, że pieńki są twarzami ludzi, za którymi nie przepadał. I kontynuował w ten sposób rąbanie drewna. Ostrze siekiery wznosiło się i opadało. Lśniło w świetle dnia, jakby było czymś więcej, niż tylko prymitywnym narzędziem. Stos drewna do porąbania systematycznie zmniejszał się, na korzyść drugiego stosu, poukładanych kawałków drewna. W sumie praca może i była dość męcząca ale na pewno nie wymagająca. Należało tylko uważać, aby nie zrobić sobie krzywdy ostrzem siekiery, ale taki wypadek był raczej mało prawdopodobny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej