Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cierpkie wino

<< < (18/30) > >>

Anette Du'Monteau:
Nastąpiło ostatnie cięcie i resztki drewna rozpadły się na mniejsze szczapki. Wrzuciłeś je na stosik i odłożyłeś siekierę. Praca była nieco męcząca, więc usiadłeś na ziemi. Całe przedsięwzięcie takie cię zajęło, że dopiero teraz zauważyłeś zniknięcie agentki. Przetarłeś nieco spocone czoło zastanawiając się co dalej.

Dragosani:
Severus nawet nie zauważył kiedy usiadł na ziemi. ÂŹle się z nim działo, nie był przyzwyczajony do zbytniego wysiłku fizycznego. Przetarł czoło i po chwili wstał. Rzucił okiem na sznurki z praniem. Arronefalii już nie było, lecz nie zmartwiło to specjalnie Seva. I tak z rozmową mieli poczekać do wieczerzy. Należało więc po prostu zaczekać aż nadejdzie wieczór, a przez ten czas wtapiać się w otoczenie i udawać pokornego, nowego sługę na dworze szlachetnego pana. Kruczy adept przyjął to z pewną ulgą, gdyż podchody i szukanie agenta, lub jak się okazało agentki, było już nieco nużące. Przeklął adiutanta mistrza Kruków, za to, że wprowadził go w błąd. Otrzepał dłonie i ruszył na poszukiwania jakiejś pracy, któa zapewni mu zajęcie do wieczora i nie będzie ściągać na niego niepotrzebnej uwagi.

Anette Du'Monteau:
Miros, opiekun psów, którego wcześniej poznałeś, widząc cię zbliżył się nieco.
-Hey, chcesz mi może pomóc? Trzeba by wyprowadzić te psiaki na porządny spacer. Zazwyczaj są używane do polowań ale niezbyt pora odpowiednia na nie, czyż nie? Szepnę o Tobie dobre słówko Berthcie, a także szlachetnemu panu. Uwierz mi, że przez kontakt z psami, ma się i kontakt z nim.

Dragosani:
Ravnblod w pierwszej chwili nie odpowiedział, gdyż zamyślił się. Tak po prostu, naszły go myśli egzystencjalne, gdy zobaczył wiadro gwoźdźmi niesione przez jakiegoś sługę. Jego rozmyślania przerwał jednak głos Mirosa, opiekuna psiaków. Sev sojrzał na chłopaka. Mam co do tego bardzo złe przeczucia pomyślał Severus, lecz pomimo przeczucia związanego z psami, podszedł do ich opiekuna.
- W sumie to czemu nie - odpowiedział mu. Wyszczerzył się chytrze. - Lepsze to, niż cokolwiek, co by wymyśliła Bertha. - zaśmiał się.

Anette Du'Monteau:
-Niedaleko jest park. To chyba najodpowiedniejsze miejsce dla nich. Pozwól im się nieco wyszaleć i wracaj. Tylko pilnuj ich dobrze, czasem lubią nieźle narozrabiać. Po tych słowach Miros wręczył ci smycze.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej