Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Anette Du'Monteau:
Niestety na horyzoncie znów pojawiła się Bertha
-To znów ty gałganie? Widzę, że nie masz roboty. Idź na zewnątrz porąbać drwa. Straszne z ciebie chucherko, ale krzepę to jako chłopa chyba jakąś masz, co? Jak tak to jazda.
Dragosani:
Severus niemalże westchnął, gdy tylko zobaczył Berthę. Ta kobieta po prostu nie dawała się lubić Nawet nie stwarzała możliwości neutralnego przyjęcia jej widoku, który po prostu musiał być przyjmowany źle. No cóż, tacy ludzie się zdarzają. Już chciał jakoś zripostować, lecz powstrzymał się. Bertha zapewne zawsze nosiła przy sobie patelnię, lub wałek, a Sevuś jakoś nie miał ochoty staczać tutaj pojedynku na śmierć i życie z tym potworem. Bez słowa ruszył więc i zszedł ze schodów, udając się na zewnątrz.
Anette Du'Monteau:
Na zewnątrz dworu czekały na ciebie spore fragmenty drzewa i odpowiednio duża siekiera. Kawałek obok stała służka, którą wcześniej spotkałeś w pralni. Tym razem zdejmowała dużo wcześniejsze pranie z suszarki i chowała wszystko do kosza. Uśmiechnęła się nieznacznie gdy zobaczyła, że idziesz w jej stronę.
Dragosani:
// Zgodnie z zasadami, podaj staty siekiery ^^
Sevuś wyszedł na zewnątrz i odetchnął głęboko. Natychmiast tego pożałował, gdyż zawiał wiatr, akurat od strony dzielnicy biedoty, co przyniosło dość oczywiste skutki zapachowe. Dlatego właśnie nienawidził wielkich miast!
Nie wiedział co pokierowało go do miejsca, gdzie było drewno do porąbania. Wmówił sobie, ze to "instynkt skruto0nbójcy", ale nawet dla niego brzmiało to tak głupio, że aby w to uwierzył, musiałby wypić z pięć mocnych piw. Szybko znalazł to miejsce. Zupełnie przypadkowo, tuz obok wieszała pranie jego bezimienna znajoma. To było dziwne. Nie było to zbyt fortunne miejsce, na wieszanie czystego prania. Poza tym co chwile na siebie wpadali. Cholerny przypadek. Ravnblod zaczął się nawet zastanawiać, czy jakieś porąbane siły wyższe, pokroju bogów, nie dają mu znaku. Odwzajemnił uśmiech dziewczyny. Wbrew rozsądkowi, postanowił sprawdzić dziewkę.
- Już wcześniej zauważyłem, że wyglądasz znajomo - stwierdził. - Znasz może niejakiego Arrona? Albo Ronalda lub Zeyfara? - zapytał. Nie sądził, aby zwykła służka znała, lub nawet słyszała o takich osobach, lecz może służka nie byłą taka zwykła.
Anette Du'Monteau:
-Nie wiedziałam, że Maestro Navarre przyjmuje ludzi z takim ciężkim pomyślunkiem. Długo ci to zajęło adepcie. "Spodziewaj się nie spodziewanego". Niech zgadnę nowy, myślałeś że skryba jest agentem prawda? Myślisz zbyt szablonowo, o ile w ogóle myślisz. - mówiła po cichu agentka Kruków, po czym lekko zachichotała.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej