Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cierpkie wino

<< < (13/30) > >>

Dragosani:
Pustki na korytarzu, jakoś nie dziwiły Severusa. Ogólnie ten dom zdawał się być nieco pustawy. Zdecydowanie był zbyt duży, na ilość osób w nim mieszkającą. To dawało podstawy, do co najmniej dwóch teorii, niezbyt związanych ze sprawą. Pierwsza mówiła o tym, że szlachcic był już stary (co potwierdzał wiek majordomusa i to, ze spędził przy swoim panu całe życie) i reszta jego rodziny zwyczajnie wymarła. Zdarza się, a to ktoś umrze na jakieś paskudne choróbsko, albo zadławi się ością podczas obiadu, a to przypadkowo spadnie ze schodów po kłótni. Druga teoria byłą taka, że szlachcic był zwyczajnym dupkiem, który lubi się pokazać. Lubi chwalić się majątkiem i dlatego kazał sobie zbudować tak duży dom. Ravnblod odrzucił jednak te puste rozważania. Przechodząc korytarzem, zaczął dyskretnie sprawdzać kolejne pokoje, w których były otwarte drzwi.

Anette Du'Monteau:
W pierwszym z nich zauważyłeś pokój z wielkim łóżkiem i paroma szafami. Jak w całym domu, również tu nie brakowało ozdób. Najwidoczniej to była sypialnia, w której na razie nikogo nie było. Co nie oznaczało, że to nie mogło się za chwilę zmienić. Kolejny pokój był wyposażony w stolik, parę foteli wokół i jedną większą sofę. Wszystko to z pięknie wyhaftowanymi inicjałami szlachcica i ozdobione koronką. Trzeci pokój natomiast wypełniony był regałami, a na nich znalazły miejsce różne księgi i miniatury rzeźb. Na ścianach widniały portrety dumnych członków rodu. W centralnym miejscu pomieszczenia znajdowało się spore biurko, którego pulpit zawalony był nie mniejszą ilością papierzysk niż te na regałach.

Dragosani:
Zupełnie nie wiedzieć dlaczego i bez racjonalnego powodu, gdy Ravnblod ujrzał łóżko, przez myśl przebiegłą mu napotkana w pralni młoda służka. Sev przetarł oczy, klnąc na siebie i zganiając wszystko na zmęczenie. Gdy ujrzał kolejny pokój również miał dziwaczną myśl. A była nią wizja siebie, oraz kilku nieokreślonych znajomych, popijających dystyngowanie bursztynowy trunek ze szklanek o grubych ściankach, siedzących na tych śmiesznych fotelach i dyskutujących o polityce. Biedny Ravnblod już wolał "wizję" z sypialni. W końcu dotarł do trzeciego pomieszczenia. Jego wygląd i wyposażenie ewidentnie wyglądały mu na pokój poszukiwanego przez niego skryby. Lub na gabinet samego szlachetnego pana. Po chwili wahania wszedł do środka, krokiem dość niepewnym. Zaczął przyglądać się zgromadzonym tutaj księgom, a konkretnie grzbietom ich okładek. 

Anette Du'Monteau:
Mogłoby się wydawać, że po wejściu usłyszy soczyste "Wypierdalaj!". Nic takiego jednak się nie zdarzyło. Przynajmniej na razie. Gdy się zbliżałeś, usłyszałeś ciche szuranie i szelest papieru.

Dragosani:
Severus zatrzymał się, gdy nie usłyszał słowa "Wypierdalaj", a usłyszał szelest papieru i dziwne odgłosy, kojarzące się z szuraniem. Spojrzał z tamtym kierunku. ÂŹródłem tych dźwięków mógł być tylko człowiek (lub elf, krasnolud, czy inni nieludź). W każdym razie osoba ta mogłabyś poszukiwanym skrybą Witalisem. Mogła też być kimkolwiek innym. Na przykład szlachetką z leżącą obok naciągniętą kuszą. Jednak to było mało prawdopodobne, szczególnie uwzględniając potencjalna obecność tejże kuszy. Ravnblod postąpił jeszcze kilka kroków, pamiętając o opinii jaką miał w tym domu Witalis. O tym, ze nie lubił obcych i tak dalej. Trzeba było spróbować go czymś zainteresować, już w pierwszych słowach, tak aby mieć chociażby okazję, aby spróbować dowiedzieć się, czy to on jest agentem. Wciąż patrząc na regały w księgami, udał, że dopiero teraz zauważył, że nie jest tutaj sam.
- Wybacz, panie... - powiedział. Nie wiedziałem, że ktoś tu jest, a niezmiernie zaciekawiły mnie te księgi. -

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej