Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Anette Du'Monteau:
W domu tylko od czasu do czasu krzątała się jakaś osoba z niższej służby podobnej Tobie. Z daleka mogłeś usłyszeć jak Bertha ochrzania kolejnego biedaka. Przed nosem mignęła ci również znajoma z pralni. Obdarzyła cię nieśmiałym uśmiechem i poszła dalej przed siebie.
Dragosani:
Severus węszył. Wszak musiał zebrać informacje. Informacje o osobie, która mogła mieć dla niego inne informacje. Trochę to było dziwne. Nie zważając jednak na to, szukał dalej. Co chwile mijał kogoś ze służby. Raz nawet natrafił na znajomą, bezimienna praczkę, która uśmiechnęła się, na co odpowiedział takim samym wyrazem twarzy. Gdzieś z oddali słyszał Berthę, która darła ryja, jakby była przekupką, kłócącą się z inną o miejsce na targu. Ravnblod jakoś nie miał ochoty na spotkanie z nią. Wyciągnął spod szaty kartkę z adresem dworku. Wiedział, ze mógł jej użyć, jako rekwizytu. Złożył ją, aby nie było widać treści. Po tym zaczął szukać "ofiary". Kogoś, kto miał wygląd głupka i osoby nie potrafiącej czytać. Określenie tego do łatwych zadań nie należało. Ale było kilka symptomów, które mogły o tym świadczyć. Tępe spojrzenie, głupia mina o ogólny brak rozgarnięcia. Po pewnym czasie, wypełnionym błądzeniem po korytarzach, Ravnblod dopadł jednego ze służących. Jego wygląd, jako tako wpasowywał się w wymienione wcześniej symptomy.
- Mam pilną wiadomość dla skryby pana - powiedział, pokazując trzymaną w dłoni kartkę. - Gdzie mogę go znaleźć? - zapytał niecierpliwie.
Anette Du'Monteau:
-W takim razie proszę przekazać majordomusowi Archibaldowi, na pewno potem to odda skrybie. - odpowiedział służący. Widać plan nie do końca był udany. Trudno był przewidzieć jak przyzwyczajeni do zasad i reguł panujących w domu mogli być jego mieszkańcy.
Dragosani:
Severus zmierzył sługę lodowatym spojrzeniem. Cała ta sprawa zaczynała już go denerwować, lecz pozostał spokojny. Musiał taki być i upominał sam siebie, za rosnący gniew. Schował trzymany kawałek papieru pod szatę, uważając przy tym, aby go nie pognieść. - Głupota... - mruknął, jakby do siebie. Jeszcze raz rzucił okiem na pracownika domu, z którym rozmawiał.
- W takim razie poszukam go. - rzucił tylko i bez dalszych słów odszedł od sługi. Ruszył korytarzem, wzdłuż ścian pokrytych, kompletnie pozbawionymi wartości artystycznej, obrazami. Wiedział, że musi jakoś dostać się do Witalisa. Miał przeczucie, że to właśnie on jest agentem. Miał ku temu najlepsze możliwości. Był blisko szlachcica i jego spraw, zajmował się jego dokumentami. Do tego nieco alienował się od reszty służby. Wszystko wskazywało właśnie na niego. Jednak w umyśle adepta wciąż tliła się iskra niepewności. Jeśli to nie jest on, to straci dużo czasu na marne. Musiał zdobyć więcej informacji. Po raz kolejny przeklął brak danych w posiadaniu Kruków odnośnie agenta. I dziwił go ów brak.
Anette Du'Monteau:
Na tym korytarzu również znów nikogo nie było. Jedynie niektóre drzwi były lekko uchylone, wpuszczając do środka odrobinę powietrza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej