Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Dragosani:
- Jakie słońce? - mruknął Severus, spoglądając w górę. Mimo to dosunął się. Właściwie nie tyle "odsunął", co po prostu odszedł bez słowa. Ogrodnik niezbyt nadawał się do wyciągnięcia zeń informacji. Cóż, w sumie to zrozumiałe. Pewnie nigdy nawet nie był we wnętrzu dworu. Ravnblod udał się do budynku i wszedł doń przed drzwi frontowe. Znalazł się w znajomym holu. W tej chwili nie pozostało mu nic innego, jak tylko kontynuować żmudne poszukiwania potencjalnego agenta. Wciąż podejrzewał, że będzie on się znajdował na którymś z wyższych pięter, więc wbiegł po schodach. Tym razem jednak ruszył w drugi korytarz. Uznał też, że spotkanie kogoś (prócz Berthy) mogło by przynieść nieco korzyści. Szedł więc korytarzem, kombinując jakby tu znaleźć Witalisa, oraz podziwiając bezguście gospodarza domu.
Anette Du'Monteau:
Jedne z drzwi w korytarzu otworzyły się, a wyszedł z nich starszy mężczyzna w dość gustownym i reprezentacyjnym domu. Spojrzał w twoją stronę marszcząc czoło. Widać próbował sobie przypomnieć czy widział już cię w tym miejscu.
-Chyba cię tu wcześniej nie widziałem. Kim jesteś i czemu pałętasz się po piętrze? - spytał podnosząc znacząco brew
Dragosani:
Archibald pomyślał Severus, gdy w drogę wszedł mu starszy jegomość. Jego odzienie i zachowanie przywodziło na myśl właśnie majordomusa. Zatrzymał się nagle i spojrzał na starszego mężczyznę. Potrafił grac i blefować. Podczas życia na kontynencie był członkiem bandy rozbójników, co obrabowywała bogaczy, aby wydać wszystko wśród niższych warstw społecznych! Musiał umieć grać! Skłonił się lekko.
- Panie, wybacz - mruknął cicho. - Dopiero co rozpocząłem tutaj pracę, ale obawiam się, że pani Bertha źle przydzieliła moje umiejętności do wykonywanej pracy. - Nie wiedział do czego może się posunąć, ale postanowił postawić wszystko na jedna kartę. Wszak nawet nie licząc jego "kruczych" umiejętności, był całkiem wykształcony, w porównaniu do takiej praczki, czy pokojówki. Potrafił czytać, pisać, liczyć i takie tam. - Uczyłem się na skrybę, więc chyba marnowałbym się przy praniu, czyż nie? - zapytał nieśmiało. W duchu liczył na to, że majordomus okaże się człowiekiem rozsądnym i nie będzie nadętym bufonem, przez co dostrzeże potencjał nowego "sługi" i przydzieli go do pomocy Witalisowi!
Anette Du'Monteau:
-Skryba powiadasz? Na razie szanowny pan zadowala się jednym. Poza tym sam główny skryba, Witalis, nie przepada za towarzystwem innych. Często zamyka się na klucz w swym pokoju i siedzi po nocach wściubiając nos w te papierzyska. Wystarczy mu donieść śniadania i kolacje, aby nie zszedł tam przypadkiem.
Dragosani:
- Mój dawny nauczyciel miał podobnie - stwierdził Severus, łżąc bezczelnie. - To chyba jakiś nawyk zawodowy, albo coś w tym guście. - Spróbował nieco rozluźnić atmosferę niewinnym i dennym żartem. Czasem to działało. W sumie i tak prędzej spodziewał się zrugania za tą bezczelność jakiej się dopuścił, gdy skrytykował przydział Berthy. Może majordomus wiedział o zapędach głównej służki i nie podobały mu się one? To możliwe, wszak służył szlachcicowi przez większość swojego życia i zapewne nie miał zamiaru oddawać stanowiska i obowiązków komukolwiek. To można było wykorzystać. - Ale skoro tak... cóż, mogę nosić mu te posiłki, może z czasem zaakceptuje obecność pomocnika. - Wzruszył ramionami, jakby to była propozycja, na dodatek niezbyt pewna. - No chyba, że mam iść po jakieś zajęcie do pani Berthy - dodał po krótkiej chwili milczenia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej