Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Anette Du'Monteau:
-Patrzcie no jaki hultaj! Zaczyna pracę i nawet nie wie gdzie. Masz szczęście że mam co robić, bo tak bym cię za tą łepetynę wytargała...Pralnia jest w lewym skrzydle. Na wprost i ostatnie drzwi po lewej.
Dragosani:
Severus po prostu zignorował kobietę i poszedł we wskazanym kierunku. Ruszył przed siebie korytarzem, który oczywiście musiał być doskonale wystrojony. ÂŚciany zdobiły obrazy, zapewne piekielnie drogie. Na podłodze leżał dywan. Najprawdopodobniej wcale nie tańszy od wspomnianych obrazów. Wszystko w tym domu co widział do tej pory Severus zdawało się być bardzo drogie. Ale on nie zwracał na to uwagi. Miał zadanie do wykonania. Jednym co mogło mu się przydać z samego domu, była znajomość rozkładu pomieszczeń. Szlachcic zapewne swoje komnaty miał na wyższych piętrach. Pytaniem pozostawało to, gdzie może przebywać Arron. Może być ciężko go zlokalizować z zidentyfikować. W sumie mógł być równie dobrze w pralni, jak gdzieś indziej, więc nie szkodziło sprawdzić. Tak więc przeszedł wskazanym korytarzem i otworzył ostatnie drzwi na lewo, które miały prowadzić do pralni. Ostatecznie i tak musiał tam iść, aby zejść z oczy wrednej babie.
Anette Du'Monteau:
W pomieszczeniu prócz Ciebie znalazła się też młoda służka. Widać ona również została zagoniona do pracy przez starszą pomoc domową tego dworu. Uśmiechnęła się tylko lekko i dalej wykonywała pracę. Widocznie nie należało się obijać, a uśmiech mógł być oznaką radość, że ktoś jej pomoże.
Dragosani:
Severus zamierzał pomóc. Oczywiście nie z dobrego serca. Służka była młoda, on również. I, jakby nie spojrzeć, mógł się podobać kobietom. Kilka uprzejmych słów, pomoc w ciężkiej pracy i jeden czy dwa uśmiechy, mogły nieco rozwiązać dziewczynie język. Tak aby powiedziała coś, co niekoniecznie jest pilnie strzeżonym sekretem domu, lecz może pomóc Krukowi w zadaniu. W gruncie rzeczy niewiele więcej mógł zrobić, gdy nie poznał jeszcze tożsamości agenta. Należało wkręcić się do domu, co już uczynił. Teraz powinien zająć się obserwacją i nie zwracaniem na siebie uwagi osób postronnych. Później musiał poskładać to co zaobserwuje i spróbować znaleźć agenta i skontaktować się z nim. Do tego pozostawało jeszcze same zabójstwo. No cóż, taka praca. Wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do misek z wodą i mydłem, rozłożył brudne ubrania. Podwinął rękawy i chcąc nie chcąc zaczął odgrywać rolę pomocnika domowego. - Widzę że nie mnie jednego zagoniła do roboty - zagadał przyjacielskim tonem, uśmiechając się lekko.
Anette Du'Monteau:
-Jakoś trzeba zarabiać na chleb i swoje utrzymanie. Lepsze to niż sprzedawać się na ulicy. Przynajmniej tutaj moja godność nie jest aż tak poniżana. - odparła
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej