Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Dragosani:
- Co racja, to racja... - odpowiedział Ravnblod. Jakoś zarabiać trzeba. Piorąc czyjeś ubrania, sprzedając się na ulicy, handlując śmiercią. Skończył memłać w wodzie i mydle jedną ze szmat i rozpostarł ją przed sobą. Przyjrzał się krytycznie. Była czysta. Chyba. A jeśli nie, to co go to obchodzi? Wstał i rozwiesił ją na jednym ze sznurków. - A tak w ogóle... - zaczął biorąc kolejną szmatę. - Nazywam się Lando. - Wyszczerzył się. Zabrał się za udawanie, że pierze kolejne ubranie. - Nowy jestem tutaj... co możesz mi powiedzieć o domu i jego właścicielu? No i służbie,wszak z mam z wami pracować - zapytał.
Anette Du'Monteau:
-Nasz pan bywa humorzasty. Raz jest miły, a potem nagle potrafi wybuchnąć i wywalić połowę służby. Jest dość nieprzewidywalnym człowiekiem. To wszystko przez stres i nerwy jakich się nabawił podczas zbijania majątku. Tak sądzę... - odparła dziewczyna -Co do reszty z nas to jest Bertha, główna służka, która lubi kierować niemal wszystkimi. Jest też majordomus Archibald, spędził większość swojego życia u boku szlachetnego pana, zajmuje się domem i wszelkimi podziałem w nich prac. Niestety czasem Bertha przejmuje jego rolę. Kolejny jest Miros, to miły chłopak, który ostatnio zajmuje się psami naszego pana. To jego pupile, więc nie raz dba o niej lepiej niż o nas. No, a na końcu mamy Witalisa. To dość dziwny człowiek, który często przesiaduje z panem i pomaga mój w papierkowej robocie. Jednak mało kto się z nim widuje na co dzień.
Dragosani:
Severus w milczeniu, jedynie wśród plusków i chlupotu wody, wysłuchał relacji bezimiennej służki. Oczywiście informacje o samej służbie nie bardzo go obchodziły. Wątpił aby ci ludzie byli przydatni w spisku na życie szlachetnego pana. Sama informacja o szlachcicu jakoś go nie zdziwiła. Humorzasty wielki pan był dość stereotypowym wizerunkiem szlachetki. Szczególnie takiego, na którego ktoś wydał wyrok śmierci. Przez moment Ravnblod zastanawiał się kto mógł chcieć jego zgonu. Lecz w gruncie rzeczy nie była to wiedza, która szczególnie go interesowała. Ăw ktoś płacił i dla początkującego Kruka tylko to się liczyło. Fakt że szlachcic był dupkiem, jedynie nadawał owej pracy pozorów dbania o dobro społeczeństwa. Kruczy adept zaśmiał się w duchu. Jakże on lubił takie alternatywne zasady moralne. Skupił się na słowach służki. Zainteresowała go informacja o niejakim Witalisie. Jakiś wewnętrzny głos mówił mu, że ten człowiek może być agentem Kruków. Był blisko celu, miał dostęp do wielu informacji o nim, oraz był swoistą zagadką dla reszty służby. Było to dość podejrzane. Oczywiście Sev nie miał pewności, ale uznał, że warto będzie to sprawdzić. Uśmiechnął się lekko.
- Co takiego dziwnego jest w tym Witalisie? - zapytał. Miał nadzieję, że całą ta rozmowa wychodzi dość naturalnie. I że te cholerne szmaty zaraz się skończą.
Anette Du'Monteau:
-Sama nie wiem. Jest nieco zamknięty w sobie. Jakby specjalnie oddalał się od ludzi. Większość zwyczajnie by go nazwała dziwakiem. Ot mol książkowy i człowiek uwielbiający bawić się tuszem oraz tymi wszystkimi pismami.
Dragosani:
Opis był niezbyt dokładny, ale dawał pewien obraz. Zapewne zbyt ubogi, ale cóż. Lepsze to niż nic. Severus wyciągnął z miski kolejną szmatę i rozwiesił ją. Po tym ponownie zaczął udawać, że pracuje. Mimo iż doskonale rozumiał wartość wtopienia się w otoczenie i nie zwracania na siebie uwagi, to wolałby już przystąpić do akcji. Chwilę milczeli oboje, zajmując się praniem. Znaczy się bezimienna służka prała, a Ravnblod tylko to udawał, niejako małpując jej ruchy. Był mężczyzną i nie miał bladego pojęcia o pracach domowych! Zaklął w duchu na nadętą babę. W końcu oboje skończyli pracę, co Sev przyjął z ulgą. Mógł teraz bez wzbudzania podejrzeń po prostu ulotnić się z pralni i pochodzić po dworze udając, że pracuje. I zebrać w ten sposób informacje, oraz spróbować znaleźć agenta, który być może był Witalisem. Co ciekawe miał już pewien pomysł, jak to sprawdzić.
- W sumie to ciekawe - stwierdził. - Można rzec, że mamy podobne zainteresowania. Z tym, że mi się nie powiodło, jak widać... - westchnął lekko. - Jak ten cały Witalis wygląda? - zapytał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej