Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cierpkie wino

<< < (3/30) > >>

Dragosani:
Strażnik sam powiedział coś, co kruczy adept mógł wykorzystać. W sumie szkoda, gdyż Severus miał już pewien plan na dostanie się do środka. Ryzykowny, to fakt, ale gdyby zrobił wszystko umiejętnie i nabrał strażników, a następnie mieszkańców dworu, z pewnością zdobyły pewien prestiż w Krukach. Przynajmniej taki, jak zdobyć może nowy członek. Ale skoro okazja sama pchała się w ręce. Ravnblod oderwał wzrok od budynku i spojrzał niepewnie na strażnika.
- Tak, w sprawie pracy - odparł i rzucił okiem na budynek. Starał się, aby jego spojrzenie wyglądało na niezbyt pewne. - Ale obawiam się, że mogłem pomylić adresy... czy to... - i podał adres, który zapamiętał z kartki.

Anette Du'Monteau:
-To tutaj. Właź zatem. Nie mam najmniejszej ochoty ciągle sterczeć przy tej bramie. Ale pamiętaj, mam cię na oku.

Dragosani:
Ravnblod powstrzymał się przed jakąś złośliwą uwagą. Taką o facetach, co lubią mieć innych mężczyzn na oku. W końcu ma tutaj pracować! Niejako podwójnie. Więc musi mieć dobrą opinię. Nawet u gburowatych strażników. W sumie w szczególności u nich. I u lokajów. I pokojówek. I kucharek. No i ostatecznie u samego pana domu. I jego córki. Sev przerwał jednak te bezsensowne rozważania i grzecznie "wlazł zatem" na teren posesji.
- Dziękuję -- rzucił do strażnika. Wciąż udawał niepewnego i nieco skruszonego. Osobę z niższych warstw, która mogłaby uchodzić za kogoś, kto szuka pracy we wspaniałym dworze szlacheckim. Uwielbiał tak grać i blefować. Wszedł na teren posesji i ruszył w stronę wejścia do niej. Miał wielka nadzieję, że ktoś lub coś naprowadzi go na jakaś wskazówkę co do rodzaju jego "pracy". Tak aby nie zdemaskował się. No i należało również jakoś odszukać agenta Kruków. Sporo do zrobienia jeszcze było. Ale co tu się dziwić, wszak dopiero co zaczął.

Anette Du'Monteau:
Na samym wejściu do dworu rzucono w Ciebie stertą ciuchów i paroma innymi rzeczami. Stanęła nad Tobą dość korpulentna kobieta i patrzyła z wyrzutem. Nie ma jak uprzejme przywitania pierwszego dnia pracy
-Zaczynasz pracę i już się obijasz?! Synek bo jak ja cię grzmotnę to cię matka rodzona nie pozna. Wypierz mi to wszystko do czysta. Chyba, że chcesz jednak dostać po uszach. Wiedz jednak, że szlachetny pan się o wszystkim dowie. No jazda obiboku!

Dragosani:
Kruczy adept złapał ubrania i resztę przedmiotów. Przewiesił ubrania przez ramię. Więc mam prać. No dobra, chcecie się tak bawić pomyślał i spojrzał na kobietę. Na wzmiankę o doniesieniu szlachetnemu panu uśmiechnął się w duchu Pomyślał, że na niewiele się szlachetkowi ta wiedza przyda. Jego pokorne spojrzenie wciąż było obecne, lecz teraz wdarł się do niego błysk czegoś innego, czegoś co mogło zmieszać prostych ludzi. - Szacowna pani nie wskazała mi drogi do pralni - stwierdził dość chłodnym tonem. Nie powiedział nic więcej, aby nie wnerwiać jeszcze bardziej wrednej baby. Była przeszkoda, która należało ominąć. Lecz owa przeszkoda mogła mieć pożyteczne informacje.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej