Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mścić sprawiedliwie!

<< < (6/24) > >>

Adaś:
Stałem spokojnie na owej ulicy i słuchając obserwowałem wszystkich zgromadzonych. Mój wzrok chodził to od posłańca, przez Aertha aż do Nudy. Wysłuchawszy monologu posłańca przewertowałem myśli i doszedłem do wniosku że nie mam żadnych pytań, spojrzałem na Aertha pytającym wzrokiem czy on  nie ma pytań a sam cofnąłem się o dwa kroki w celu oparcia się o ścianę kamienicy, w czasie oczekiwania.
Zacząłem się powoli rozglądać po ulicy. Nie wiedzieć czemu mój wzrok mimowolnie zatrzymał się na pośladkach elfki. Moje myśli skupiły się tylko jakby na nim, oraz zaczęły mi się przypominać wszystkie jakie w życiu widziałem. A było ich całkiem sporo. Po dłuższym namyśleniu doszedłem do wniosku że jej tyłek jest "I-D-E-A-L-N-Y". Ani to za płaski, ani za bardzo okrągły. No po prostu "I-D-E-A-L-N-Y" nic dodać nic ująć. 
Po chwili takiego wpatrywania oraz rozmyślania się przypomniało mi się że stoimy na ulicy, w okół jest pełno ludzi a ja wpatruję się w tyłek długouchej. Zaprzestałem tego i powróciłem na poprzednie miejsce aby sprawdzić czy ktoś nie zadał jakiegoś pytania.

Arti:
/// wybaczajcie zwłokę :o ja tutaj czekałem też na rozwój akcji, nie wiedziałem, że to ja mam tutaj tę akcję począć ^^

-Ruszajmy. Im szybciej pozbędziemy się śmiecia tym szybciej pewna dama odczuje spokój. - oznajmił młodzieniec.

Nessa:
Zatem posłaniec prowadził Kruki. Prowadził. Prowadził. Prowadził przez uliczki pełne zadbanych kamienic, na których śmierdziało tylko trochę. I przez uliczki pełne mniej zadbanych kamienic. Ruder wręcz. Tam śmierdziało okropnie, więc Aerth, Adamus i Nessa, której imię nie zaczynało się na "a", przykładali dłonie do nosa. Pracownik Grubera natomiast szedł jak gdyby nigdy nic. Widocznie był przyzwyczajony do takiej okolicy, która z każdą minutą ulegała zmianie. ÂŁowcy zapewne nigdy nie byli w tej okolicy dzielnicy biedoty, gdyż domki mieszkańców wyglądały tu jeszcze gorzej niż chatki ich samych. Posłaniec zatrzymał się nagle i odwrócił do swych towarzyszy:
- Ja tutaj zaczekam. Trzy domy dalej skręćcie w lewo, a za chatką znajdziecie okrąg udeptanej ziemi. Taką niby arenę. Tam urywa się trop. Ponoć ten gnój tam bywał.

Kruki skinęły głowami i ruszyły we wskazanym kierunku. Rzeczywiście znajdował się tam okrąg ubitej ziemi, niby lada złożona z kilku ustawionych na sobie skrzynek, za którą siedział jakiś łysy gość i tłumu mężczyzn dookoła. Ci mężczyźni właśnie krzyczeli głośno i nawet niewinna elfka zorientowałaby się, że zagrzewają kogoś do walki.

Adaś:
Wędrowaliśmy i wędrowaliśmy po dziwnych ulica stolicy. Droga była nudna jak flaki z olejem ani nigdzie fajnych dywanów, ani tyłków.... Wróć był jeden ale ileż można patrzeć ciągle na jeden tyłek? Może i był I-D-E-A-L-N-Y  no ale bez przesady bo jeszcze w pysk bym dostał.
Koniec, końców dotarliśmy na jakąś arenę po wcześniejszym pokierowaniu przez przewodnika. Z oddali było słychać odgłosy dopingu. Ktoś miał walczyć a takiej okazji nie chciałbym przepuścić. Już miałem udać się aby zgłosić się do walki choćby na siłę, ale przypomniałem sobie o właścicielce -I-D-E-A-L-N-E-G-O tyłka, oraz wyobraziłem sobie jej minę oraz nienawiść po tym co bym zrobił.
No nic musiałem to przeboleć, rozejrzałem się po okolicy i ujrzałem jakąś łysego kolesia. Bez słowa udałem się do niego, siadłem obok i powiedziałem dość uprzejmym tonem, jakby sztucznym:
Witaj, mam pewną sprawę. Odpowiesz na kilka pytań? 

Nessa:
Mężczyzna popatrzył na Adamusa z nieukrywaną irytacją. Gdy spostrzegł broń przy pasie Kruka, trochę się rozpogodził i uśmiechnął szeroko, choć wcale nie przyjaźnie. W oczy rzucał się jego nos, który widocznie był wiele razy łamany. O dziwo, zęby miał wszystkie.
- Zależy na jakie i jak uprzejmie byłyby zadane - wypowiadając drugą część zdania, zwrócił się z bardzo nieprzyjemnym uśmieszkiem do elfki, która zdecydowanie nie chciała nic teraz mówić. - No i od tego z kim mam przyjemność - teraz przyglądał się Aerthowi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej